środa, 2 października 2013

"Idźcie do Nowowiejskiego!". Końcówka nakładu pierwszych tomów polskiej "Summy Liturgicznej"


Wiele już słów pochwały i uznania napisano względem dzieła błogosławionego męczennika i liturgisty, Biskupa Płockiego Antoniego Juliana Nowowiejskiego. Ciągle jednakże, to stąd to z owąd, dają się słyszeć pomrukiwania, często i ludzi uczonych, jakoby Wykład liturgii był dziś dziełem przestarzałym i nieużytecznym. Takie jednak stwierdzenia ukazują, że tym, z których ust one padają, brak szacunku do tego, którego – wzorem świętego Józefa Marii Tomasiego, księcia wśród rzymskich liturgistów – możemy bez cienia wątpliwości nazwać księciem polskich liturgistów – liturgistów którzy dziś często, zamiast chociażby porwać nas głębokim i pięknym językiem (jaki charakteryzuje Nowowiejskiego), zanudzają nas swymi naukowymi dyskursami, nierzadko zmieszanymi, jeśli nie z nienawiścią, to z niechęcią do szeroko pojętej Tradycji. Ale przecież „liturgia jest wyrazem wiary i źródłem tradycji” (Wykład, t. I, s. 29)!

Dzisiaj arcybiskup Nowowiejski byłby zmuszony ze smutkiem powtórzyć słowa Antoine’a de Saint-Exupéry: „Zmienili oni pałac w plac publiczny, ale wystarczyło tylko, żeby jeden raz się po nim przeszli z arogancją, by sami nie wiedzieli co robią na tym jarmarku. I oto teraz marzą oni niejasno, by wznieść ponownie dom o tysiącach drzwi, z tapetami, które walą się na barki, z powolnymi przedpokojami. Marzą o sekretnym pomieszczeniu, które uczyniło by ich pobyt sekretnym, ale nawet o tym nie wiedząc, bo przecież zapomnieli, płaczą oni nad pałacem mego ojca, gdzie wszystkie kroki miały swój sens” (Cytadela, tłum. własne na podst. ed. fr., Gallimard, Paryż 1959, s. 521). Wszakże dzisiaj w liturgii trudno jest się doszukać sensu ceremonii, słów i gestów, gdyż została ona straszliwie zbanalizowana oraz odarta z sacrum i misterium.

Tego banału oszczędza nam płocki błogosławiony! 

kl. Bartłomiej K. Krzych IBP

Całość tekstu tutaj