W ostatnich tygodniach ukazała się kolejna książka, a w sensie ścisłym wywiad–rzeka z doktorem Pawłem Milcarkiem, znanym intelektualistą, publicystą i historykiem, którego dokładnie o stan liturgii i wiary przepytali Jacek Paweł Laskowski i Bogusław Kiernicki. Całości nadany został tytuł Według Boga czy według świata?I. Kilka uwag wstępnych
Z otwartością muszę przyznać, że tekst ten jest którąś już wersją krótkiego omówienia (czy recenzji) tej książki. Pierwsze podejście było próbą krótkiego przedstawienia i skomentowania choćby niektórych i najważniejszych elementów przeprowadzonej rozmowy znajdujących się w każdym z rozdziałów, ale po pewnym czasie (gdy ta "krótka recenzja" liczyła już kilka stron) czytelnik (recenzent) zdał sobie sprawę, że bogactwo wypowiedzi jest tak duże i tak bardzo wiąże się ze sobą, że nie sposób tak naprawdę ukazać rzeczy mniej, czy bardziej ważnych, gdyż po prostu całość tego wywiadu-rzeki jest swego rodzaju budowlą, gdzie rzeczy małe wypełniają rzeczy wielkie, a te drugie z kolei na tych pierwszych powstają, są zbudowane. Stąd też chciano uniknąć długiego, ale tak naprawdę zubożonego przedstawienia tej fascynującej lektury. Dlatego bardziej tekst ten skupia się na ogółach, niż na szczegółach mając nadzieję, że dzieje się to z pożytkiem dla potencjalnych Czytelników.
Mimo wszystko, należy choć w skrócie podać, o czym w Według Boga czy według świata? możemy przeczytać (więcej szczegółów niżej). Całość jest podzielona na trzy główne części, w których (odpowiednio) Paweł Milcarek odpowiada na pytania dotyczące "protokołu strat", a więc tego wszystkiego, co złego (dziś już należy o tym mówić otwarcie) ze sobą przyniosła posoborowa reforma liturgiczna; następnie opisuje "jak do tego doszło", nakreślając tło ruchu liturgicznego, jego starań i nadziei, jak i pobożności ludzi, która niestety wymijała się z liturgią; wreszcie stara się odpowiedzieć na pytanie "dokąd prowadzi droga" wyznaczona w ogromnej mierze przez obecnego Ojca Świętego Benedykta XVI - droga, którą moglibyśmy nazwać prawdziwym powrotem do źródeł, ale nie błędnie pojmowanych źródeł pierwotnego chrześcijaństwa (nazwanym i potępionym przez Piusa XII jako archeologizm), lecz do źródeł samego Soboru Watykańskiego II (!).
II. O czym możemy przeczytać?
Już we wstępnie zatytułowanym Droga do źródeł znajdujemy słowa, które są jakby jednozdaniowym streszczeniem całego wywiadu - rzeki:
„Jeśli mamy rozmawiać o Mszy, o liturgii – to rozmawiajmy o niej nie jak o pięknym rytuale, lecz o miejscu, w którym wiara buduje się… lub doznaje uszczerbku” (s. 10).By wyjść nieco z osłony tajemniczości, powiedzmy o czym konkretnie Paweł Milcarek mówi, a mówi m. in.: o samym sobie i o swej drodze do odkrycia "starej" Mszy; o orientacji liturgicznej (a w zasadzie o dezorientacji); o tandecie liturgicznej, o swoistym "syndromie postaborcyjnym" księży pokolenia reform dokonywanych po ostatnim soborze; o Kanonie Rzymskim i nowych Modlitwach Eucharystycznych; o ciszy w liturgii (tutaj pozwolę sobie na małą dygresję: kiedyś jeden z wierszy napisany przez pewną znaną mi kobietę kończył się słowami mniej więcej takimi: "Jeśli nie odnajdujesz się w ciszy - nie żyjesz" lub "Jeśli nie potrafisz rozmawiać z Bogiem w ciszy - nie żyjesz" - jest w tym nieco prawdy, co udowadnia Paweł Milcarek); o założeniach, nadziejach, przedstawicielach (umiarkowanych i radykalnych) ruchu liturgicznego; o dyskusjach przed i w czasie ostatniego soboru; o działaniach papieża Benedykta XVI; o staraniach Piusa X; o pobożności mszalikowej; o reformach Piusa XII; o Vaticanum Secundum; o zawale, który miał przejść arcybiskupa Gawliny słuchając tego, co ojcowie soboru mówili na temat Najświętszej Maryi Panny; o wizji i wymarzonym dziele Jana XXIII; o soborowej Konstytucji o Liturgii i jej teologii liturgii; o Ordo Missae z 1965 roku; o wspomnieniach kardynała Antonellego; o pewnym stylu arystokratycznym Pawła VI; o Duchu liturgii kardynała Ratzingera; o arcybiskupie Piero Marinim ("który odcisnął na liturgii Kościoła piętno mocniejsze niż wszystkie instrukcje kongregacji liturgicznej razem wzięte" - s. 194), o Dniach Liturgicznych w Fontgombault z 2001 roku; o "polityce" nominacji Benedykta XVI; o zmianach w Urzędzie Papieskich Celebracji Liturgicznych; o katolikach (także kapłanach), którzy zachwycając się innymi liturgiami (np. ormiańską) zapominają o dziedzictwie Kościoła Katolickiego, o własnym dziedzictwie o bogactwie; o tym dlaczego Summorum Pontificum mówi o księgach liturgicznych z 1962 roku, a nie o wcześniejszych; o tradycji łacińskiej jako punkcie odniesienia; o tym, że wzorem rozsądku jest postępowanie benedyktynów z Triors, czy Le Barroux; o samobójczych zarzutach epigonów ruchu liturgicznego; o tym, że "nie wystarczy już dzisiaj, na przykład, przypominanie kilku podstawowych faktów, które mają obnażać mizerię 'osiągnięć' reformy liturgicznej" (s. 222); o przyszłości liturgii i o tym, czy możliwa jest jej unifikacja; o tym, że "nowa liturgia, nowy Mszał to 'dziecko z próbkowi' - skutek stosowania sztucznych procedur (...)" (s. 232); o liturgicznej "pracy organicznej"; o tym, że "o ukorzenieniu nowego rytu myśli niewielu" (s. 238); o tym, że "powinniśmy mieć odwagę i z nią stanowczo, definitywnie pożegnać się z uproszczonym podziałem dziejów na 'przedsoborowe' i 'posoborowe'" (s. 242); o trzech orientacjach, kierunkach dalszej drogi; o tym, że "pokoju liturgicznego (jeśli uda się go nam dopracować) - pokoju, jakiego pragnie Ojciec Święty Benedykt XVI - nie da się zbudować na zapomnieniu" (s. 245), o raczkującym nowym ruchu liturgicznym; o tym, że "w praktyce Komunii 'na rękę', która zanikła wyraźnie z obawy przed zbyt ułatwionymi profanacjami, a jest obecnie restaurowana w klimacie sztucznego pompowania źle definiowanej 'godności chrześcijanina świeckiego'" (s. 250); o kontrrewolucji liturgicznej; o tym, że "prawowitość niektórych spraw nie rodzi się z pieczątki" (s. 268); o Instytucie Dobrego Pasterza i o tym, że "nie ma żadnego zakonu, przyzwoitego, o mocnym duchowym przesłaniu, któremu by było łatwo" (s. 270); o silnej niechęci mediów do Benedykta XVI, o tym, że "to, co wykonał Paweł VI, to w znacznym stopniu apogeum pojmowania papiestwa jako oświeconego absolutyzmu" (s. 279), co "oznacza, że wypracowano instrumenty takiej władzy, która mogła zostać użyta nawet przeciw Tradycji" (s. 280); o tym, że należy "przestać dostosowywać to, jak wierzymy i jak się modlimy, do wyobrażeń o tym, 'co świat pomyśli'" (s. 283); o "konieczności kościelnego przewodnictwa w cywilizacji" (s. 289),
Niech ta obecna czasami powtarzalność tematów nie zwiedzie nikogo - w przedstawianej książce nawet oczytani już w temacie kapłani, badacze, wszyscy zainteresowani znajdą sporo nowych, czasami może nawet odkrywczych informacji, szczegółów, spostrzeżeń.
III. Czy warto?
Podobnie jak wcześniejsza publikacja doktora Pawła Milcarka, tak i Według Boga czy według świata? nie jest napisane wyłącznie z pozycji naukowca, historyka, czy filozofa, ale po prostu uczestnika Świętych Obrzędów, wierzącego i poszukującego prawdy człowieka. Co więcej, mimo braku setek przypisów, czy odniesień do literatury podmiotu i przedmiotu dotyczącej wszystkich z omawianych kwestii, potencjalny czytelnik może przy lekturze tego wywiadu–rzeki znaleźć niemały arsenał argumentów przeciwko tym, który nie dostrzegają lub nie chcą dostrzegać uchybień i pochopności reformy liturgii przeprowadzonej i zapoczątkowanej na II Soborze Watykańskim zwołanym przez bł. papieża Jana XXIII w 1962 roku, kontynuowanym za pontyfikatu papieża Pawła VI i zakończonym w 1965 roku.
Paweł Milcarek pokazuje, że cały potencjał nagromadzony i wytworzony przez ruch liturgiczny tak naprawdę w dużej mierze został źle wykorzystany, zatracony, że postawiono tak naprawdę nie na Boga, ale na człowieka (w pewnym momencie porównuje on dzisiejszą sytuację, to Izraelitów, którzy zbudowali sobie złotego cielca na pustyni).
Omawiana książka to nie jest prosta laudacja Mszy tzw. trydenckiej i krytyka tego, co było po Soborze Watykańskim II. Nie. W tej książce znajdujemy obraz religijności, pobożności ludzi - świeckich, który nie był idealny, ponieważ "od dawien dawna: pobożność poszczególnych chrześcijan odrywała się od liturgii" (s. 130). Książka ta jest więc przeznaczona dla wszystkich: dla tych, którzy twierdzą, że "przed soborem to było idealnie" i dla tych, którzy uważają, że "posoborowa reforma liturgii to rzecz najlepsza, jaka mogła się stać".
Dodajmy jeszcze: jest to lektura w pewien sposób bezkompromisowa, także momentami uczona, ale po prostu autentyczna i bardzo ciekawa, niejako wchłaniająca czytelnika, który ciągle sobie mówi, że „jeszcze tylko jedna strona… jeszcze tylko jedno pytanie… jeszcze tylko jeden rozdział”.
Mówiąc o schematach Paweł Milcarek sam się w nie nie wpisuje… na szczęście!
IV. Technikalia
Pod względem technicznym – co nie jest żadnym zaskoczeniem – książka jest wydana w sposób nowoczesny, ale jednocześnie miły dla oka, nie przesycony atakującymi nas zewsząd atrakcjami wydawniczymi. Całość jest opatrzona niewielkimi czarno-białymi, stylizowanymi fotografiami z liturgii świętej sprawowanej w (najprawdopodobniej) opactwie benedyktyńskim znajdującym się w Fontgombault (m. in. na okładce widzimy mnicha w trakcie odprawiania Mszy świętej, ze złączonymi palcami, z których wypływają jakby dwa źródła promieni: uporządkowanego i chaotycznego, walącego się, co jest niewątpliwym nawiązaniem do tytułu publikacji [a i kolory tytułu i promieni zdają się sobie odpowiadać]).
Na marginesach znajdujemy wybrane i wytłuszczone teksty z wypowiedzi Pawła Milcarka, będące pewnymi skrótami myślowymi mającymi niejako oprowadzać czytelnika, wskazywać mu, które kwestie są ważniejsze, na które należy zwrócić większą uwagę (choć dla każdego czytelnika mogą się one okazać inne od sugerowanych).
W książce niemalże brak literówek (znajduje się bodajże jedna), czy innych błędów redakcyjnych (bądź wydawniczych). Papier jest dobry, twardy, nie za gruby. Okładka miękka, z zagięciami do środka, na których znajdujemy tekst ks. Wojciecha Drozdowicza będący zachętą do przeczytania książki oraz krótkie przedstawienie osoby Pawła Milcarka. Całości dopełniają krótkie recenzje książki (dokonane przez ks. Marcina Węcławskiego, ks. Wojciecha Drozdowicza, o. Tomasza Grabowskiego OP oraz Piotra Kaznowskiego) umieszczone na ostatniej stronie okładki. Pozwalam sobie zacytować tutaj dwie z tych mini-recenzji, które nadadzą bardziej pogłębiony wymiar niniejszej prostej prezentacji (recenzji):
Ks. Wojciech Drozdowicz: "Pawłowi Milcarkowi nie wypada tego powiedzieć, ale staremu księdzu chyba wolno: - Po co nam to było? Wystarczyło odkurzyć! A myśmy wytoczyli buldożery. Z nadzieją i tęsknotą patrzę na to, co robi papież Benedykt XVI. Z radością czytam kolejną książkę Pawła Milcarka".Powracając do kwestii czysto technicznych: w dłuższej perspektywie użytkowania problematyczne może się okazać to, że książka jest wyłącznie klejona – brak szwów, co może, przy częstszym i intensywniejszym korzystaniu doprowadzić do jej rozklejenia, a co za tym idzie do wypadania kartek (w przypadku egzemplarza, który posłużył do recenzji stało się to już po pierwszym przeczytaniu).
O. Tomasz Grabowski OP: "Za mocna? Zbyt jednostronna? Kontrowersyjna? Może, ale jednocześnie działa jak rekolekcje, pobudza do nawrócenia, wytrąca z samozadowolenia i rutyny pozbawionej pobożności. Jeśli jesteś duchownym powinieneś ją przeczytać. Jeśli jesteś świeckim, podobnie".
V. Próba bilansu
Niech za podsumowanie posłużą nam ostatnie słowa "przepytywanego" Pawła Milcarka:
"(...) Moje myślenie na temat przyszłości opisane jest przez napięcie między dużą ostrożnością (nie powiem pesymizmem) w opisywaniu stosunków w świecie - tutaj, jak widać, skłonny byłem do kreślenia nawet trudnych scenariuszy - a osądem, motywowanym przekonaniem, że wiara w Kościele nie zagaśnie, że wewnątrz Kościoła, tam, gdzie on będzie trwał, liturgia musi wracać do stanu, nie powiem, doskonałości, ale do stanu jakiejś adekwatności w stosunku do Wezwania, na które jest odpowiedzią" (s. 293-294).Możliwe, że wiele osób z Pawłem Milcarkiem nie będzie się zgadzać w wielu kwestiach, możliwe, że niektórzy będą z nim dyskutować, ale nie można mu odmówić odwagi. Muszę napisać, że nieco brak słów, by syntetycznie ująć, opisać tę publikację - na klawiaturę ciśnie się odważne porównanie naszego polskiego "publicysty - tradycjonalisty" (pozwalając sobie użyć takiego bardzo uproszczonego określenia) do francuskiego Jeana Madirana.
Pozostaje pytanie: czy kapłani z naszych parafii będą mieli odwagę sięgnąć po tę pozycję i wyjść z pewnego letargu "liturgicznego bezpieczeństwa"? Miejmy nadzieję. Oby zechcieli choć spróbować. Wszakże:
"(...) liturgia nie jest bezwolnym kalejdoskopem chaosu. Takim, w którym wszystko zależy od tego, w którą stronę potrząśnie ręka ludzka. Liturgia to cały zespół elementów, który na dłuższą metę porządkowany jest magnesem Boskiej Łaski, która żyje. I nawet gdy ta Łaska napotyka na opory ludzi, to albo ci ludzie odchodzą z upływem lat, albo opiłki wracają do miejsca, w którym są oczekiwane przez siłę Łaski Bożej" (s. 293).Już na sam koniec można zauważyć, że publikacja omawianego wywiadu-rzeki zbiegła się z wydaniem książki podobnej pod pewnymi względami, a mianowicie prezentowanej już na naszych łamach publikacji Msza Święta trydencka. Mity i prawda, której autorem jest ks. Grzegorz Śniadoch IBP. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ, moim zdaniem te oba tytuły w jakiś sposób się uzupełniają, a ich ukazanie w praktycznie jednym czasie jest takim małym zrządzeniem Opatrzności.
---
Redakcja dziękuje księgarni "Sanctus" za udostępnienie darmowego egzemplarza książki do omówienia na łamach portalu.
---
Informacje bibliograficzne
Tytuł: Według Boga czy według świata?
Wydawnictwo: Dębogóra
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 293
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-61374-19-0
Cena detaliczna: 35 zł











