czwartek, 31 grudnia 2009

Przegląd wydarzeń w grudniu

4 grudnia (noc z piątku na sobotę) o godz. 23 w kościele ojców karmelitów bosych na Wzgórzu św. Wojciecha w Poznaniu odprawiona została po raz kolejny żałobna Msza święta za spokój duszy Wolfganga Amadeusza Mozarta, w kolejną rocznicę śmierci kompozytora, wraz z wykonaniem jego słynnego „Requiem”.

6 grudnia, a także 20 grudnia (niedziela) o godz. 14:30 w kaplicy św. Aleksandra Bazyliki Matki Bożej Anielskiej w Dąbrowie Górniczej (Diecezja Sosnowiecka) została odprawiona Msza św. trydencka. Celebracje odbywać się będą się w tym kościele regularnie w każdą 1 i 3 niedzielę każdego miesiąca.

W uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, 8 grudnia br., w kościele Matki Bożej Królowej w Poznaniu ks. Marcin Węcławski odprawił Mszę św. wg Mszału św. Piusa V. Msze św. w tym kościele odprawiane są w każdą II niedzielę miesiąca o godz. 15.

13 grudnia (niedziela) o godz. 17:30 w kościele Personalnej Parafii Akademickiej pw. św. Ireneusza BM w Częstochowie, ul. Kilińskiego 132, została odprawiona czytana Msza św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Następna Msza św. odbędzie się najprawdopodobniej w niedzielę 17 stycznia w kościele św. Józefa.

Rekolekcje Adwentowe, podczas których odprawiano Mszę św. w rycie klasycznym, zostały przeprowadzone w Rzeszowie (6-8.12.), Poznaniu, Krakowie, Lublinie i Opolu (18-20.12.)

20 grudnia (niedziela) została odprawiona Msza święta w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w kościele pw. Św. Józefa w Świdnicy. Od stycznia 2010 Msza będzie odprawiana z reguły w każdą IV niedzielę miesiąca.

W tym roku wierni w Polsce mogli wysłuchać Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego odprawianej w nocy, wg formularza na Boże Narodzenie, czyli Pasterki w Bytomiu, Krakowie, Lublinie, Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu.

27 grudnia ks. Bernard Zieliński odprawił w kościele pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego w Gdańsku-Brzeźnie uroczystą Mszę świętą z asystą, którą stanowili ks. Sławomir Skoblik jako diakon i ks. Piotr Baranowski jako subdiakon. Oprawę muzyczną zapewniła Schola Lux Cordis z parafii św. Brata Alberta w Gdańsku-Przymorzu.


"Historia Mszy" Pawła Milcarka online


W sieci internetowej (Google Books) dostępne są w formie elektronicznej obszerne fragmenty ostatniej książki dr. Pawła Milcarka, pt. "Historia Mszy. Przewodnik po dziejach liturgii rzymskiej", o której pisaliśmy dwukrotnie w październiku. Książkę wciąż można nabyć w księgarniach lub sklepach internetowych.

środa, 30 grudnia 2009

Msza trydencka z asystą w Gdańsku

27 grudnia ks. Bernard Zieliński odprawił w kościele pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego w Gdańsku-Brzeźnie uroczystą Mszę świętą z asystą, którą stanowili ks. Sławomir Skoblik jako diakon i ks. Piotr Baranowski jako subdiakon. Oprawę muzyczną zapewniła Schola Lux Cordis z parafii św. Brata Alberta w Gdańsku-Przymorzu.





Nagranie Mszy św. pontyfikalnej w Le Barroux

Prezentujemy nagranie pontyfikalnej Mszy święta sprawowanej według Mszału bł. Jana XXIII w Opactwie św. Magdaleny w Le Barroux, z okazji uroczystości odpustowych w dniu 7 lipca br. przez opata Dom Louis Marie OSB.
































poniedziałek, 28 grudnia 2009

Sedia gestatoria - lektyka papieska

"Gdy papież niesiony jest w uroczystej procesji na sedia gestatoria, t. j. na siedzeniu z drzewa pozłacanego pokrytem czerwonym aksamitem i obramowanem złotym galobem, dwaj tajni szambelani, idąc z boków, powiewają flabellami, już to dla wyrażenia dostojności Ojca chrześcijaństwa, już aby zwrócić jego uwagę pełnemi oczów piórami pawiemi, iż rostropnym być winien i na czyny swe baczyć, gdyż niezliczona liczba oczów ludu chrześcijańskiego wciąż nań patrzy" (abp A. J. Nowowiejski, Wykład Liturgji Kościoła katolickiego t. 2, s. 468).


Terminologia

Słowo to wywodzi się z łacińskiego lectica ("fotel") i lectus ("łóżko") i oznacza "fotel lub łoże osłonięte baldachimem bądź ściankami bocznymi i daszkiem, noszone na drągach przez tragarzy lub juczne zwierzęta" (encyklopedia PWN). Pierwotnie lektyka posiadała dwie odmiany: a) basterna (łac.) - była to lektyka dla dwóch osób noszona przez zwierzęta (zazwyczaj dwa muły lub konie - jeden z przodu drugi z tyłu); b) brouette (franc. "taczki" lub "wózek") - swego rodzaju kareta dla jednej osoby noszona przez ludzi; c) jako nosze dla chorych lub rannych (w dawniejszych czasach). Określenie "sedia gestatoria" pochodzi zaś z języka włoskiego i w dosłownym tłumaczeniu oznacza "noszone krzesło". Określenie to ma także swoje pochodzenie w języku łacińskim - od: gestus - "trzymanie się", "ruch", "gest"; sedes - "tron". Łacińskie cathedra (cathedrae) oznacza zaś lektykę, podobnie jak gestamen (gestaminis), lectica (lecticae), octaphoron (octaphori).

Historia

Lektyka papieska ma związek i najprawdopodobniej wywodzi się od stolic biskupich (katedr), które początkowo umiejscawiane na stałe, stały się w późniejszym okresie także ruchome. Źródła historyczne podają, że już św. Piotr posiadał swoje katedry (jedną w Antiochii, zaś dwie w Rzymie) - obszerny wykład o tym podaje arcybiskup Antonii Julian Nowowiejski w Wykładzie Liturgji Kościoła katolickiego (t. I, s. 1141 - 1160). Historycy jednak podają, że zwyczaj noszenia papieża na lektyce, a dawniej także nowo wybranych biskupów do swych kościołów partykularnych, sięga dawnych czasów i ma związek z tzw. Sedis Curulis używanym w Rzymie, na którym niesiono nowo wybranego konsula przez miasto. Wspomina o tym Ennodiusz, biskup Pawii, w swym Apologia pro Synodo ("P.L.", LXIII, 206; "Corpus Script. eccl.", VI, Vienna, 1882, 328) pisząc "Gestatoriam sellam apostolicae confessionis" (nawiązywał do katedry św. Piotra znajdującej się w Rzymie). Źródła historyczne podają, że od XV wieku papież na sedia gestatoria niósł Najświętszy Sakrament (wtedy przyjmowała ona nieco odmienny kształt - swego rodzaju stołu umocowanego przed tronem), a od wieku XVI używana była ona w czasie koronacji papieża. Z lektyki zrezygnował dopiero w kilkanaście lat po II Soborze Watykańskim papież Jan Paweł II (rok 1978). Jedna z popularnych polskich stron internetowych podaje anegdotę opisującą moment podjęcia tej decyzji (kilka szczegółów można znaleźć także na stronie poświęconej pojazdom papieskim). Została ona zastąpiona pojazdem niewielkich rozmiarów, zwanym papamobile.



Użycie

Papież niesiony był na lektyce przede wszystkim podczas swych ceremonii koronacyjnych (w czasie koronacji mistrz ceremonii palił trzy wiązki pakuł przed papieżem - elektem siedzącym na lektyce i wypowiadał słowa Pater sancte sic transit gloria mundi - "Ojcze Święty, tak oto przemija chwała tego świata" (ceremonie te ukazuje film z koronacji bł. Jana XXIII - procesja staje trzykrotnie [4:20; 5:20; 6:55] i za każdym razem ceremoniarz zniżając i podnosząc drążek z paleniskiem wypowiada przepisane słowa)), a także, gdy miały miejsce wszelkie uroczyste pochody, jak procesja (introit) papieża do bazyliki św. Piotra, czy w czasie publicznych konsystorzy. W dawniejszych czasach sedia gestatoria używana była w czasie różnych, nieco specyficznych uroczystości, jak np. gdy papież przyjmował coroczny hołd od Królestwa Neapolu, czy innych lenników. Papież niesiony był także na swej lektyce w czasie procesji eucharystycznych. Święty Pius X użył lektyki w czasie Kongresu Eucharystycznego, który odbył się w Rzymie w roku 1905. Obok lektyki (po obu stronach) noszone bywały także dwa flabella (pawie pióra na długich, drewnianych lub metalowych, drągach) - zagadnienie to wymaga jednak osobnego opracowania.

Znaczenie

Sedia gestatoria jest oznaką godności Namiestnika Chrystusowego, jak i jego przywilejem. Oznacza władzę, jaką sprawuje każdy następca św. Piotra, a która pochodzi od Boga, Króla królów i Pana panów. "Gdy od Pana Boga pochodzi wszelka władza i wielkość ludzi, którzy Boży majestat przedstawiają, od Pana Boga też pochodzi wszystko to, co oznacza jego władzę i dostojność. Chrystus Pan, na wzór niebieskiej społeczności, założył na ziemi społeczność ziemską, Kościół, którego Sam jest głową niewidzialną, lecz któremu zostawił głowę widzialną, Piotra. Piotr przejął od Chrystusa oznakę królewskości, która tem bardziej olśniewa wszelkiego innego panowania znaki, im więcej duchowna władza i panowanie władzę i panowanie ziemskie zaćmiewa" - pisał błogosławiony arcybiskup Antonii Julian Nowowiejski (Wykład Liturgji Kościoła katolickiego, t. I, s. 1141).



Świta papieska

Sedia gestatoria noszona była przez bussonanti (czyli tzw. sediarzy), których obecnym zadaniem jest głównie towarzyszenie gościom papieża. W pobliżu nich szli niosący berła dworzanie papiescy, a także gwardia szlachecka. Była to, obok Honorowej Gwardii Pałacowej i Żandarmerii, jedna ze zbrojnych formacji papieskich. Papież Paweł VI rozwiązał wszystkie te organizacje w 1970 r., pozostawiając jedynie Gwardię Szwajcarską. Flabella noszone było przez "tajnych szambelanów", zaś baldachim utrzymywali tzw. umbrelliferi.

Powrót - spekulacje


Już 9 września br. znany i dobrze poinformowany rzymski tradycjonalista, John Sonnen napisał na swym blogu lakoniczną informację o szybkim powrocie lektyki papieskiej (była to bodajże pierwsza informacja traktująca o rzekomym bliskim powrocie sedia gestatoria). Zaledwie dzień później informację tę powtarzały inne katolickie portale, jak np "The Hermeneutic of continuity". Tego samego dnia, John Sonnen na swym drugim blogu opublikował krótki tekst, w którym wyraził swoje poparcie sprawie. 11 września umieścił zaś fragment z jednej z książek kardynała Ratzingera, w której poruszał on tematykę lektyki i tiary. Tego samego dnia, znana strona promująca Brewiarz Rzymski (w swej formie sprzed Soboru Watykańskiego II) do sedia gestatoria odniosła Psalm 88. W tym miejscu wart odnotowania jest także fakt zamieszczenia informacji przez Katolicką Agencję Informacyjną, w której przedstawione zostały sylwetki tzw. sediarzy i opisane niektóre z aspektów ich pracy, a także podane motywy rezygnacji Jana Pawła II z lektyki. Po niedawnym incydencie w Bazylice św. Piotra przed Mszą świętą zwaną pasterką, spekulacje na nowo odżyły. Spotkać się z nimi możemy m. in: : na blogu wspominanego wyżej Johna Sonnena (publikował informacje odpowiednio 25 i 26 grudnia); na włoskojęzycznym blogu "Fides et Forma"; na niemieckojęzycznym blogu "Exsvltet"; na hiszpańskojęzycznym blogu "Costumbriaro Tradicional Católico". Swój głos w tej sprawie zabrał także x. John Zuhlsdorf, opowiadając się za przywróceniem lektyki papieskiej. Najczęściej używane argumenty w tym względzie są następujące: a) przywrócenie sedia gestatoria wpisałoby się w głoszoną i wypełnianą przez Benedykta XVI, tzw. hermeneutykę ciągłości; b) wzrosłoby bezpieczeństwo papieża (nie można byłoby go bezpośrednio zaatakować); c) papież byłby widoczny dla wszystkich, nie zaś dla garstki ludzi, którzy stoją najbliżej trasy, którą papież przebywa; d) użycie lektyki podkreślałoby ważność i godność funkcji pełnionej przez każdego następcę św. Piotra.

Galeria papieska

Poniżej galeria obrazów i zdjęć ukazujących niektórych następców św. Piotra na swych sedia gestatoria: od Piusa II do Jana Pawła I (więcej materiałów można znaleźć na stronie Costumbriaro Tradicional Católico):

Pius II

Juliusz II

Leon X

Pius VIII

Pius IX

Leon XIII

Pius X

Benedykt XV

Pius XI

Pius XII

Jan XXIII

Paweł VI

Jan Paweł I

niedziela, 27 grudnia 2009

Instytut Chrystusa Króla w służbie kapłanom

Pod patronatem Instytutu Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana został otwarty nowy portal internetowy promujący klasyczną formę liturgii rzymskiej. "Strony te wyjaśniają bogate skarby tej starożytnej liturgii" - możemy przeczytać na wstępie. Wchodząc na nie możemy zapoznać się z "głębszym znaczeniem" oraz historią Mszy świętej tzw. trydenckiej. Dostępne są także takie materiały, jak: nagrania (wideo i audio) konferencji, przemówień (m. in. wygłaszanych przez arcybiskupa Fulton J. Sheena); zapis (w formacie pdf) esejów ukazujących piękno Mszy świętej; dokumenty Stolicy Apostolskiej związane z klasyczną formą liturgii rzymskiej. Kapłani mogą tam także odnaleźć filmowy materiał szkoleniowy, ukazujący jak należy sprawować cichą Mszę świętą w rycie gregoriańskim.


Instytut Chrystusa Króla wychodząc naprzeciw pragnieniom kapłanów którzy chcieliby nauczyć się celebracji Mszy świętej w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego i poważnie o tym myślą, oferuje możliwość wprowadzenia w ryty klasycznej liturgii rzymskiej indywidualnie lub w małych grupach, żyjąc po bratersku w społeczności Instytutu, w jednym z domów w Stanach Zjednoczonych lub w międzynarodowym seminarium we Włoszech. Cała nauka opiera się na tradycyjnej duchowości rzymskiej, szczególnie poprzez uczestnictwo i składanie Najświętszej Ofiary. Ci kapłani, którzy chcieliby skorzystać z pomocy Instytutu, winni skontaktować się z kapłanami Instytutu Chrystusa Króla, co można uczynić odwiedzając adres institute-christ-king.org.

sobota, 26 grudnia 2009

Kazanie kard. Alfonsa Marii Sticklera SDB

Publikujemy tekst kazania Alfonsa kardynała Sticklera - w tłumaczeniu x. Tomasza Dawidowskiego (za: Nova et Vetera nr 1/2 (6/7) 1998, s. 186-192) - wygłoszonego w czasie pontyfikalnej Mszy świętej, którą sprawował 18 października 1997 roku w kolońskim kościele pw. św. Kuniberta. Msza święta odbyła się wtedy, dzięki staraniom organizacji Una Voce.


Umiłowaniu Bracia i Siostry w wierze!
Obchodzimy dzisiaj wspomnienie św. Łukasza. Jest on nam o tyle bliski, iż jako jedyny z czterech ewangelistów nie znał z pewnością Chrystusa osobiście, Swoje relacje o Jego życiu i nauczaniu ów sługa Słowa zaczerpnął nie tylko ze słów i pism pierwszych naocznych świadków, ale również z innych wiarygodnych źródeł, szczególnie dla tych relacji, których oni nie przekazali. Dlatego może on być znakomitym wzorem dla naszego, tak dziś szczególnie niezbędnego starania, aby zachować w sobie prawdziwą wiarę, czerpaną z prawdziwych źródeł, oraz przezwyciężać wątpliwości, na które narażeni jesteśmy zawsze w czasach bezbożnych.
Między liturgię, której poświęcamy w sposób szczególny dzisiejsze uroczyste nabożeństwo, a wiarą zachodzi swego rodzaju ścisły związek, iż słusznie można powiedzieć: prawo do modlenia się jest równocześnie prawem do wiary i na odwrót, jak to wyraźnie objaśnił papież Pius XII w swej encyklice Mediator Dei, której jubileusz świętujemy w październiku tego roku. Już to daje nam jasno do zrozumienia, że źródła poznania właściwego kultu i prawej wiary są ściśle ze sobą powiązane, że dla obu istnieje przede wszystkim Pismo i Tradycja, pod stałym kierownictwem ze strony zwyczajnego i nadzwyczajnego Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Zapewne będzie to uzasadnionym powodem, aby tematem naszego dzisiejszego rozważania uczynić miarodajną w nauczanie treść tego jakże ważnego, przedsoborowego dokumentu w połączeniu z Konstytucją o liturgii Sacrosanctum Concilium.
Chyba nie bez słuszności zostało powiedziane, że Konstytucja o liturgii Soboru Watykańskiego II może być zrozumiana tylko w świetle Mediator Dei i że, według tego punktu widzenia, Mediator Dei jest zorientowana teocentrycznie, podczas gdy Sacrosanctum Concilium wykazuje raczej przejawy antropocentryczne. Należy tutaj oczywiście na wstępie zaznaczyć, że rozważamy wzajemne powiązania między Mediator Dei a Sacrosanctum Concilium, a nie np. między Mediator Dei a reformą, tj. jak została ona zrealizowana przez ustanowione w tym celu consilium, ponieważ jest jasne, że owa Reforma odbiega pod wieloma względami od soborowej Konstytucji, co więcej, nawet sprzeciwia się jej, i to nie tylko w jednym punkcie.

Pierwszym nieodzownym stwierdzeniem jest to, iż również Sacrosanctum Concilium wyraźnie wykłada orientację teocentryczną. W punkcie drugim prologu, który opisuje przede wszystkim teologiczną, eklezjologiczną i zasadniczą istotę liturgii, brzmi to następująco: "Kościół jest ludzki i jednocześnie Boski, widzialny i wyposażony w dobra niewidzialne, żarliwy w działaniu i oddany kontemplacji, obecny w świecie, a jednak pielgrzymujący. Wszystkie te właściwości posiada w taki mianowicie sposób, że to, co ludzkie, jest podporządkowane Bożemu i skierowane do Bożego, widzialne do niewidzialnego, życie czynne do kontemplacji, a to, co doczesne - do miasta przyszłego, do którego zmierzamy". Szczególne podkreślanie i rozwijanie tych dwóch istotnych elementów wykazuje raczej teocentryczny punkt ciężkości w Mediator Dei, podczas gdy w Sacrosanctum Concilium jest rozwijany daleko idąc bardziej antropocentryczny.
Aby móc zachować podstawową orientację, wydaje się potrzebne wskazanie na trzy obszary tego zasadniczego bipolarnego nastawienia w obydwu wspomnianych dokumentach kościelnego Urzędu Nauczycielskiego.
Przedmiotem pierwszej części encykliki Mediator Dei jest natura, pochodzenie i rozwój liturgii katolickiej. Najpierw Pius XII określa tutaj liturgię jako kult publiczny Boga, który jest zewnętrzny i wewnętrzny. Następnie opisuje reprezentantów Kościoła do wykonywania całkowitego kultu, gdyż tylko oni, z powodu chcianej przez Boga hierarchicznej natury Kościoła, mogą być do tego przeznaczeni. Dzięki specjalnie ustanowionemu przez Boga sakramentowi, a więc katolickiemu kapłaństwu, są oni zdolni do sprawowania owego kultu w imieniu Kościoła. Nadto autor rozwija myśl, iż liturgia, ze względu na swą istotę i przez swój ścisły związek z dogmatami, pozostaje uzależniona od hierarchii kościelnej.
W części drugiej Pius XII przedstawia centrum kultu katolickiego, a mianowicie Eucharystię, z wyraźnym powołaniem się na Sobór Trydencki, który przecież wyłożył ten temat przede wszystkim w aspekcie dogmatycznym raz na zawsze, właśnie w odróżnieniu od fałszywego, bowiem niesakramentalnego rozumienia Eucharystii przez protestantyzm. Dla wiary katolickiej istotą jest prawdziwe ponowienie (uobecnienie) Ofiary Krzyża, chociaż w bezkrwawej postaci, przy czym Kapłan, żertwa i cel Ofiary stanowią jedno.
Następnie, w jednym z dalszych rozdziałów, określony jest bliżej i opisany udział wiernych świeckich w Ofierze Mszy świętej, i to jako nieodzowny: co nie oznacza tym samym władzy kapłańskiej, aczkolwiek jest on pewnym rzeczywistym uczestnictwem, o ile za nich są ofiarowane chleb i wino i składana Ofiara. Ów udział przewiduje również osobiste ofiarowanie się wiernych, jak też oczyszczanie ich dusz.
W obrębie kompletu problemów związanych z udziałem wiernych w Ofierze Eucharystycznej Pius XII przechodzi z zamysłem do zagadnienia środków, które mogłyby pobudzić do takiego uczestnictwa. W związku z tym jest wielce zalecanym dla wiernych, aby zapoznawali się ze specjalnie sporządzonym dla nich mszalikiem, dzięki czemu "zjednoczeni z kapłanem, wspólnie modlą się tymi samymi słowami i w tym samym duchu".

Kolejnym środkiem są starania, "aby liturgia i na zewnątrz stała się czynnością świętą, w której wszyscy obecni faktycznie uczestniczą". To dzieje się poprzez odpowiadanie w należyty sposób na słowa kapłana czy towarzyszenie czynnościom liturgicznym odpowiednimi śpiewami. Przy tym jednak Papież napomina wyraźnie, aby się nie zagubić w formach przez siebie samemu wynalezionych, a nie odpowiadających przepisom Kościoła, zaś przede wszystkim by nie przywiązywać zbyt wielkiej wagi do środków zewnętrznych. Kończąc podkreśla, iż w pierwszym rzędzie należy mieć na uwadze, "aby dusze wiernych obecnych na Mszy świętej łączył się jak najściślejszymi węzłami z Boskim Zbawicielem, by życie ich stale ulegało dalszemu uświęceniu, a chwała Ojca Niebieskiego ustawicznie się powiększała".
W Mediator Dei są zatem położone akcenty przede wszystkim na istotne teologicznie elementy wewnętrznego uczestnictwa wiernych w Ofierze Eucharystycznej i ostrzeżenia przed każdorazowym przecenianiem uczestnictwa zewnętrznego i związanych z nim środków. Pastoralno - antropologiczne podejście do tematy jawi się tutaj jako pewien dodatek praktyczny.
Dla konstytucji Sacrosanctum Concilium teologiczno - teocentryczne zapatrywanie się na kult eucharystyczny i udział w nim jest niejako tylko warunkiem, którego aczkolwiek konieczność, zawierająca wytyczne w Nr 2 wprowadzenia, ciągle jest podkreślana, również i w dalszym ciągu - ze wskazaniem na łączność z Tradycją, której ona wymaga. Główna uwaga tego dokumentu soborowego wydaje się raczej być nastawiona jednak na intencje pastoralno - praktyczne, aby możliwe dalece przekazać wiernym bardziej żywotne zrozumienie poszczególnych części Mszy i równocześnie bardziej uwyraźnione w niej uczestnictwo.
Wówczas daje się chyba wytłumaczyć, że ustanowione dla przeprowadzenia reformy posoborowe consilium poświęciło się głównie, ba, prawie wyłącznie interesom pastoralno - antropologicznym, mimo wstępnego napomnienia Soboru w Nr 33, według którego zasadniczym celem jest oddawanie czci Boskiemu Majestatowi, a każdorazowe uczestnictwo wiernych powinno przede wszystkim posilać swą wiarę i wznosić swe serce do Boga.

Takiego rodzaju przestawienie akcentów spowodowało zapewne to, że w Kościele coraz głośniej odzywają się kompetentne głosy, uskarżające się na zniszczenie obrządku rzymskiego zamiast pożądanego przez ostatni Sobór jego zrewidowania; a przez co właśnie nie tyle przedstawia się niejasno specyficzna natura poszczególnych części Mszy świętej, ale raczej została wypaczona, gdzie na miejsce Boga i Ofiary Jemu składanej wstąpiła w konsekwencji wspólnota uczty wiernych. Z tego powodu też zaskarżany - nie tylko ze strony osób związanych z Tradycją, ale również przez postępowców - brak czucia bojaźni Bożej rozszerzył się tak dalece, a Bosko - nadprzyrodzona orientacja zmuszona została ustąpić ziemsko - ludzkiej. Dlatego nie ma się co dziwić, że kościoły świecą coraz bardziej pustkami, a krytyczny stosunek wobec reformy, coraz silniejszy, ponieważ wspólnota eucharystyczna przypomina coraz bardziej happening, profanum, zaś z modlitwy pozostaje czysto światowa mowa, ba, wręcz zwykła gadanina.
Św. Łukasz nigdy osobiście nie widział Chrystusa ani nie usłyszał z Jego ust słowa, a jednak poprzez swą ewangeliczną Nowinę, sięgającą bezpośrednich świadków, do których przecież należała również i Matka Boża, stał się jedynym w swoim rodzaju świadkiem prawdziwej i poświadczonej własnym życiem wiary. Możemy się od niego uczyć, aby podobnie jak on móc stawać się wiarygodnymi świadkami tej wiary dla przyszłych pokoleń przez wierność jej przekazowi, wiary zachowanej w nieprzerwanym kulcie Kościoła, który swój pewny wyraz znajduje w swym centrum - Ofierze Eucharystycznej. Ów kult opiera się przecież na Tradycji, nieprzerwanie trwającej poprzez stulecia, objaśniony i w sposób właściwy dalej rozwinięty, nieomylnie obroniony na Soborze w Trydenckie oraz potwierdzony w Konstytucji Sacrosanctum Concilium Drugiego Soboru Watykańskiego przez praktyczne wskazówki dla zażyczonej sobie reformy. Jako przykład wierności Sacrosanctum Concilium względem Tradycji mogą posłużyć zawarte w niej wskazania teologiczne we wspomnianym już Nr 2 prologu, według którego w kulcie katolickim ludzkie, widoczne i czynne musi zostać podporządkowane Bożemu, niewidzialnemu i kontemplatywnemu i orientować się na nim, aby wszystko ostatecznie było nastawione na wieczność, ku której zmierzamy.
Wobec tego wszystkiego, co w posoborowej reformie owemu katolickiemu pojęciu kultu nie odpowiada, wolno nam w katolickim oporze powoływać się na wolę Ojca Świętego (do której mają się dołączyć biskupi i wszyscy zajmujący jakiekolwiek urzędy pastoralne), aby wiernym, czującym się związanymi z dotychczasowymi formami liturgicznymi i dyscyplinarnymi liturgii łacińskiej, ułatwić wspólnotę kościelną poprzez niezbędne kroki, które mają zapewnić uwzględnienie tych życzeń.
W tym znaczeniu pragniemy wyrazić tutaj serdeczne podziękowania Jego Eminencji przewielebnemu arcybiskupowi Kolonii za jego przychylną zgodę na tę uroczysta Mszę pontyfikalną w starym rycie rzymskim w tym tak czcigodnym kościele romańskim, przez co tym samym wspaniałomyślnie odpowiedział życzeniu Ojca Świętego.

W tym posłuszeństwie winnym całej Tradycji chcemy teraz uroczyście złożyć Ofiarę Eucharystyczną z a nas, za naszych współbraci w wierze, za nasze dzieci i wnuki. Niech Matka Boża, która tak jak w betlejemskiej szopie obecna jest również przy każdym zstąpieniu Jej Syna na ołtarz ofiarny, jako Pośredniczka wszelkich łaski pobłogosławi i uczyni owocnymi nasze skromne, lecz wytrwałe starania o niezniszczalny ritus romanus!


piątek, 25 grudnia 2009

Nativitas Domini

"Narodzenie Pana naszego Jezusa Chrystusa wedle ciała" - tak ogłasza Kościół w swym martyrologium wielką uroczystość 25-go grudnia, - to święto nie tylko liturgiczne, ale i rodzinne, zwane dawniej w mowie ojców naszych "Godami" (Wyraz ten w starej polszczyźnie oznaczał "lata"; dawniej bowiem rok cywilny zaczynał się z dniem Bożego Narodzenia; zatem o północy z 24-go na 25-go grudnia stykały się dwa różne lata, tj. stary i nowy rok - Gody), a w nowszych czasach "Gwiazdką". Święto to, drogie każdemu sercu chrześcijańskiemu, ma jeszcze osobny urok dla Polaka; budzi ono w jego duszy najmilsze wspomnienia, a zasłyszana melodia kolędy odtwarzana automatycznie w pamięci pełne wdzięku obrazy z lat dziecinnych: biało nakryty stół z sianem pod obrusem, tradycyjny opłatek, ślicznie ustrojoną choinkę, pasterkę w wiejskim modrzewiowym kościółku, ołtarz jarzący światłem, tłum rozkołysany serdecznym śpiewem "wichurą głosów" - jak mówi Reymont w "Chłopach": "i już tak się zwarli duszami, wiarą i głosami, że jakby jeden głos śpiewał i bił pieśnią ogromną, ze wszystkich serc rwącą, aż pod święte nóżeczki Dzieciątka..."

Geertgen Tot Sint Jans, Boże Narodzenie,
1484–1490, National Gallery (Londyn)


Nie ma nic bardziej boskiego i ludzkiego zarazem, nic bardziej wzniosłego a prostego, nic bardziej wdzięcznego i pobożnego jak ta urocza tajemnica życia Zbawiciela. Toteż dusze ludzkie lgną do niej, a serca tają przed nią jak śnieg na słońcu.
Pobożność ludowa podkreśla raczej ludzką stronę Narodzenia Pańskiego; pobożność liturgiczna stronę boską. Obie są równie rzeczywiste i usprawiedliwione, i z syntezy obu wytwarza się nastrój właściwy tej rzewnej, a tak majestatycznej uroczystości.
Święto Bożego Narodzenia młodsze jest od dwóch innych naczelnych uroczystości roku kościelnego, tj. Wielkanocy i Zielonych Świątek, które sięgają czasów apostolskich. Te dwa święta przejęli chrześcijanie od Synagogi, zmieniając ich przedmiot: Wielkanoc czyli Pascha była u żydów pamiątką oswobodzenia z niewoli egipskiej, a Pięćdziesiątnica rocznicą nadania prawa Bożego na górze Synaj, wśród błyskawic i grzmotów. Teraz pierwsza stała się świętem Zmartwychwstania, co nas oswobodziło z niewoli szatana, a druga pamiątką Zesłania Ducha Świętego, który zapoczątkował nowe prawo miłości, znosząc dotychczasowy zakon bojaźni.
Skoro tylko Kościół rzymski wyszedł z katakumb, tj. na początku IV-go wieku, ustanowiono osobną uroczystość Bożego Narodzenia, która dotychczas była połączona z hołdem trzech Mędrców u stóp Bożej Dzieciny, obchodzoną w dzień Epifanii, 6-go stycznia, i wyznaczono na to, dekretem Stolicy Świętej z 376 roku, dzień 25-ty grudnia.
Dlaczego? - Bo w dniu tym, uważanym przez starożytnych za przesilenie zimowe, obchodzono w pogańskim Rzymie uroczystość zwaną Natalis Invicti (narodziny Niezwyciężonego, tj. słońca), którego kult pod nazwą Mitry, wprowadził do stolicy świata cesarz pochodzenia wschodniego Heliogabal (por. Dom Flicoteaux O. S. B. "Le Mystère de Noel", p. 5).



Nie pierwszy to i nie ostatni raz chrystianizował Kościół w ten sposób pogańskie uroczystości religijne: Lupercalia zamienił w Gromniczną, Robigalia - w procesje Dni Krzyżowych, Parentalia - w Zaduszki, słowiańskie obchody na cześć Kupały - w ognie Świętojańskie. Z taktem pedagogicznym wytrawnego wychowawcy narodów, Kościół nie odbierał nowonawróconym ludom ich prastarych świąt, lecz nadawał im wyższe znaczenie, którego pierwotne zdawało się nieraz symbolem. Czyż nie jest uderzającą symbolika tego zimowego święta słońca, niezwyciężonego mrokami listopada i grudnia, które po przesileniu zaczyna na nowo swój pochód z ciemności ku pełnemu światłu? - Prawdziwie: Sol invictus!
Chrystus - Sol justitiae - rodzi się w poniżeniu betlejemskiej stajenki, spowity w ciemności nocne, On, którego prorok Daniel nazwał "Vir Oriens", a Zachariasz "Oriens ex alto" - "bieży jak olbrzym" wyznaczoną Mu wolą Ojca drogą (Psalm XVIII). On, prawdziwy Invictus, którego potędze nic się oprzeć nie zdoła, nazwał później sam siebie "światłością świata" i zapewnił, że "kto za Nim idzie, nie chodzi w ciemności, ale ma światłość żywota", i dodał: "Ufajcie: jam zwyciężył świat!"
Ojcowie pierwszych wieków i liturgiści średniowieczni podkreślają z upodobaniem ten symbol słońca, odradzającego się w okresie najdłuższych nocy zimowych, zestawiając je z mrokami pogaństwa i zbrodni, rozproszonymi przyjściem na świat Zbawiciela.
Tak św. Grzegorz z Nyssy, w swej homilii na Boże Narodzenie, mówi: "W tym dniu, który uczynił Pan, zaczynają się zmniejszać ciemności, a wzrastające światło zwycięża noc. Bez wątpienia, nie jest to traf ślepego przypadku, gdyż w tym właśnie dniu zajaśniał nam Ten, co darzy życiem Bożym ludzkość całą. Przyroda pod tym symbolem odsłania nam myśl głęboką, zdając się wołać: O człowiecze, z otaczającego cię światła zewnętrznego wyrozumiej znaczenie tajemnic ukrytych! Noc, jak widzisz, osiągnęła najdłuższe swe trwanie - i zatrzymuje się nagle. Tak i noc grzechu doszła do punktu kulminacyjnego i z dniem dzisiejszym cofać się jest zmuszona. Słońce raźniej zsyła swe promienie i większy łuk na niebie zakreślać poczyna, a jednocześnie światłość Ewangelii zaczyna promieniować na świat cały".
Św. Augustyn zaś woła: "Radujmy się, bracia, w tym dniu świętym, nie z powodu słońca widzialnego, lecz z Narodzenia niewidzialnego Stwórcy tegoż słońca. Syn Boży wybrał ten dzień, by zstąpić na ziemię, tak jak sam raczył wybrać Matkę swoją, - boć On i dzień i Matkę uczynił. W doskonałej harmonii są wszystkie dzieła Jego: ze wzmagającą się dzienną jasnością przychodzi na świat Zbawiciel, który światłem swej łaski nieustannie odnawia wewnętrznego człowieka (Sermo in Natali Domini III).
W innym zaś kazaniu na Boże Narodzenie biskup Hippony tak tłumaczy symboliczne znaczenie słów św. Jana Chrzciciela o Chrystusie: "On ma róść, a ja się umniejszać" (Jan, III, 30): "Jan przyszedł na świat w chwili, gdy dzień zaczyna się umniejszać; Chrystus zaś narodził się wtedy, kiedy dzień róść zaczyna" (Sermo in Natali Domini XI).



A więc wszystko ma, prócz znaczenia literalnego, także znaczenie mistyczne: i narodzenie Poprzednika Pańskiego w okresie przesilenia letniego; i wschód Boskiego Słońca sprawiedliwości wśród mroków przesilenia zimowego.
Prawdę tę, że Chrystus jest światłością "oświecającą każdego człowieka na ten świat przychodzącego", ślicznie uzmysłowił włoski malarz XVI wieku Correggio, w obrazie Narodzenia Pańskiego, przechowywanego w galerii drezdeńskiej pod nazwą "Święta Noc" (Heilige Nacht): wokoło panują głębokie ciemności; do stajenki cisną się pasterze, wyłaniający się z cieniów nocy; u żłóbka siedzi Maryja, obejmując macierzyński ruchem leżące na sianku Dzieciątko, które zdaje się całe utkane z promieni; łuna bijąca od Niego rozjaśnia cały obraz. Najmocniej oświetlona jest przeczysta Matka Jego, Dziewica Niepokalana; potem, w pewnym stopniowaniu, prostaczkowie, co pierwsi przyszli Mu oddać pokłon i złożyć swe skromne dary (stara kobiecina z koszem jaj zasłania sobie oczy, oślepione blaskiem); im dalej od Nowonarodzonego, tym ciemniej; głąb obrazu tonie w mroku, podczas gdy aniołowie, oświetleni z dołu, unoszą się nad kolebką Króla i Pana, śpiewając Mu radosne "Gloria". - Chciałoby się podpisać pod tym obrazem: Lux in tenebris lucet - światło świeci w ciemnościach".
Ten motyw światła jest dominantą całej liturgii Bożego Narodzenia. Przewija się on jak nić złota poprzez wszystkie hymny, psalmy, antyfony brewiarza, oraz poprzez teksty mszalne: Kościół raduje się, iż wzeszło nam Słońce sprawiedliwości, zwyciężając ciemności zalegające ziemię i spowijające dusze ludzkie gęstym mrokiem nieświadomości i grzechu - NATALIS INVICTI.

S. Maria Renata, Vivere cum Ecclesia. Rozważania liturgiczne t. I, Kraków 1958, s. 80-84

czwartek, 24 grudnia 2009

Martyrologium Romanum in die 24 decembris

Dnia ósmego przed kalendami styczniowymi; od stworzenia świata, kiedy na początku Bóg stworzył niebo i ziemię roku 5199; od potopu roku 2957; od narodzenia Abrahama roku 2015; od Mojżesza i od wyjścia Izraelitów z Egiptu roku 1509; od namaszczenia Dawida na króla roku 1302; tygodnia 65 według Danielowego proroctwa za 194 Olimpiady; od zbudowania miasta Rzymu roku 752; panowania cesarza Oktawiana Augusta roku 42; kiedy pokój powszechny był na ziemi, w szóstej epoce świata. Jezus Chrystus, wieczny Bóg i Syn Ojca wiecznego, chcąc najłaskawszym przyjściem swoim świat poświęcić, z Ducha Świętego poczęty i po upływie dziewięciu miesięcy od poczęcia swojego, w Betlejem judzkim rodzi się z Maryi dziewicy stając się człowiekiem:
NARODZENIE PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA WEDŁUG CIAŁA

środa, 23 grudnia 2009

Liturgia i tradycja. Wywiad z ks. Nicolą Buxem

W październikowym numerze francuskiego pisma La Nef pojawił się wywiad z ks. Nicolą Buxem, autorem książki "Reforma Benedykta XVI. Liturgia między innowacją a tradycją". Okazją do przeprowadzenia wywiadu było wydanie francuskiego tłumaczenia tej cennej pozycji. Dotychczas ukazała się ona we włoskim oryginale oraz w hiszpańskim przekładzie, do którego wstęp napisał sam Antonio kardynał Cañizares, Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. O autorze, jak i o jego książce wielokrotnie pisaliśmy na naszym portalu.

W październiku we Włoszech ukazała się książka ks. Nicola Bux pt. "Reforma Benedykta XVI", która, dając jasne rozróżnienie między prawdziwą reformą a rewolucją, otwiera drogę dla upragnionego przez Ojca Świętego liturgicznego pojednania. Książka wywołała burzliwą dyskusję we Włoszech. Czy tak samo będzie we Francji? Mamy nadzieję, że tak. La Nef publikuje ekskluzywny wywiad z autorem i otwiera dyskusję.

La Nef – Pisze Ojciec, że „liturgia stała się polem bitwy” (str. 69) : dlaczego i w jaki sposób doszliśmy do tego momentu, w którym zagubiony został sens samej liturgii? Oto problem, który porusza Ojciec w swojej książce…

Ks. Nicola Bux – To prawda. Trzeci rozdział mojej książki poświęciłem tematowi „walki o reformę liturgiczną”, która miała, moim zdaniem, dwa etapy: pierwszy z nich miał miejsce jeszcze w czasie Soboru Watykańskiego II, natomiast drugi – już po jego zakończeniu. Powodem tego konfliktu jest interpretacja liturgii jako takiej: czy pozostaje ona – jak i wiara Kościoła – w ciągłej jedności z Tradycją czy następuje jakieś zerwanie? Paradoksalnie, moderniści, aby uzasadnić konieczność zmian w liturgii, użyli modelu Kościoła pierwotnego, podczas gdy tradycjonaliści w ten sam sposób argumentowali swoje pragnienie pozostawienia liturgii bez zmian. To ten sam „grzech”: archeologizm, opisany przez Piusa XII w encyklice Mediator Dei (1947).
Jak możemy zapobiec utracie ducha liturgii, który opiera się przecież na tajemnicy obecności Żywego Ciała Chrystusa w Jego Kościele? Musimy zrozumieć, że rozwój liturgii to proces organiczny i niemalże niezauważalny. Jak wydostać się z tego ślepego zaułka, w którym znajdujemy się dzisiaj? Konieczne jest uważne studiowanie konstytucji Sacrosanctum concilium i krytyczne spojrzenie na jej praktyczne zastosowanie w Kościele. Ale tym, co Ojciec Święty daje nam przez motu proprio Summorum Pontificum jest przede wszystkim „pokój”, który może pomóc nam rozwiązać konflikt liturgiczny. Benedykt XVI zachęca nas do przyglądania się historii, doktrynie i dyscyplinie liturgicznej i proponuje wszystkim pokoleniom nowe spojrzenie na liturgię, ponieważ to niewiedza jest przyczyną podziałów.

W książce wielokrotnie zdaje się Ojciec minimalizować rolę Pawła VI w reformie (str. 101-102) , jak gdyby wymknęła się ona z jego rąk, a przecież śledził on zmiany z bliska. Czy nie jest to z Ojca strony próba zdjęcia z niego odpowiedzialności za katastrofę liturgiczną, która miała miejsce w następstwie zmian?

Jak wiemy, Paweł VI odegrał bardzo ważną rolę w czasie Soboru Watykańskiego II: dzięki jego łagodności dzieło Soboru mogło zostać ukończone. Wiemy również, że Paweł VI naniósł kilka zmian dotyczących kwestii liturgicznych do Ordo Missae z 1969 roku. W czasie słynnej homilii z 27 czerwca 1972 papież, świadomy już, że reforma liturgii dała pole do licznych nadużyć, powiedział, że nad Kościołem unosi się „swąd Szatana”. Oczywiście, bez jego kierownictwa czy aprobaty, takie dzieła, jak Consilium ad exsequendum Constitutionem de sacra liturgia nie mogłyby powstać. Wiarygodne publikacje ostatnich lat we Włoszech potwierdzają tę tezę.
Jako część Tradycji Kościoła, liturgia musi być, według słów preambuły do motu proprio Summorum Ponctificum, chroniona, zachowana i szanowana przez całą hierarchię Kościoła, łącznie z papieżem: nawet Sobór Watykański nie mógł działać wbrew tej regule, kiedy rozpoczął swoją reformę.

Pisząc „reforma nie jest doskonała, ale nie jest też jeszcze zakończona”, opowiada się Ojciec po stronie kardynała Ratzingera, który postulował „reformę reformy”. Ale czy nie powinniśmy powiedzieć raczej, że reforma zaszła zbyt daleko, dużo dalej niż życzyliby sobie tego Ojcowie Soboru? Czy mówienie o tym, że reforma nie jest jeszcze zakończona nie jest podsycaniem pragnienia ciągłych zmian, które przyniosły już przecież tak wiele cierpień?

Liturgia pozostaje żywa w żywym Kościele, ponieważ Kościół jest semper reformanda: można powiedzieć, że liturgia rozwija się razem z nim. Dlatego reforma liturgiczna nie może być skończona raz na zawsze. Jednak musimy dobrze rozumieć słowo „reforma”, które nie może być traktowane jako synonim słowa „rewolucja”: to raczej nadanie formy jakiemuś obiektowi zagrożonemu deformacją. Tak jak renowacja cennego fresku, któremu grozi zniszczenie. Pontyfikaty od Piusa X do Piusa XII, a więc przed Soborem Watykańskim II, były świadkami różnych etapów odnowy liturgicznej. Ruch ten jest więc cały czas żywy. Słowo traditio pochodzi od czasownika tradere, który opisuje ruch, poruszenie Ducha Świętego „odnawiającego wszystko” w łonie Kościoła Chrystusowego. Należy więc mówić o organicznych zmianach lub rozwoju liturgii.

W ostatnim rozdziale mówi Ojciec o „nowym ruchu liturgicznym”. Gdzie tkwią, według Ojca, źródła tego ruchu i jaki jest jego cel? Jeśli uda się, dzięki temu ruchowi, zakończyć reformę liturgiczną, jak będzie wyglądał końcowy efekt? Czy reforma zaprowadzi nas do jedności rytu rzymskiego, czy dwie formy tego samego rytu będą koegzystować?

Ruch liturgiczny to owoc miłości do Tradycji Kościoła, którą odkrywają dzisiaj młodzi ludzie. Ten ruch działa oczywiście w łączności z prądem odnowy liturgicznej z końca XIX i początku XX wieku, a cierpliwość i miłość Ojca Świętego Benedykta XVI nadały mu na nowo rozpęd… Celem ruchu jest, jak to określił sam Benedykt XVI w liście do profesora Lothara Bartha, ponowne odkrycie rytu rzymskiego. Jak na razie, zgodnie ze słowami papieskiego motu proprio, dwie formy rytu rzymskiego – zwyczajna i nadzwyczajna – mają wzajemnie się ubogacać, co sugeruje, że księża powinni uczyć się celebrowania Mszy świętej według obu form.

W książce (str. 113-122) wyjaśnia Ojciec, idąc za słowami motu proprio papieża Benedykta XVI, że Msza święta zwana Mszą według Mszału św. Piusa V nigdy nie została zniesiona. Tymczasem Paweł VI w przemówieniu z 24 maja 1976, które Ojciec zresztą cytuje, powiedział coś dokładnie odwrotnego… Jak wytłumaczyć tę sprzeczność?

Słowa Pawła VI z jego przemówienia: „Novus Ordo został ogłoszony, aby zastąpić stary ryt” nie znoszą starego rytu, ale zabraniają jego używania. Taka interpretacja tłumaczy dlaczego Jan Paweł II musiał użyć indultu, który jest instrumentem prawnym, dopuszczającym do użycia czegoś, co zostało zabronione. Słowo „abrogacja” po łacinie oznacza wymazanie lub zniszczenie: czy możliwe jest, aby Paweł VI chciał kiedykolwiek zniszczyć Mszał św. Piusa V, swojego poprzednika? Benedykt XVI w motu proprio daje następującą interpretację tego problemu: status Mszy według Mszału św. Piusa V, którą możemy nazywać również „Mszą św. Grzegorza Wielkiego” zmienił się z nadzwyczajnego, regulowanego przez indult, na „zwyczajny”, opisany w motu proprio.
Jednak z punktu widzenia prawa kanonicznego motu proprio nadaje „Starej Mszy” status zupełnie nowy, zarówno pod względem teologicznym, doktrynalnym, jak i, według nas, historycznym; taka jest korzyść płynąca z artykułu 1. tego dokumentu.
Inna korzyść, na którą zwraca uwagę profesor Antonio S. Sanchez-Gil, to uznanie starego i nowego mszału nie jako dwóch osobnych systemów prawnych, ale dostrzeżenie w nich dwóch wzajemnie ubogacających się, liturgicznych sposobów wyrażania jednego lex orandi rytu rzymskiego oraz zachęta do ponownego odkrywania ars celebrandi. Taka jest istotna nowość, jaką wprowadza motu proprio. Reforma wpisuje się więc w Tradycję, która staje się naszym przewodnikiem.

Pisze Ojciec „Zmiana orientacji celebransa wpłynęła znacząco na wiarę” (str.31). Co miał Ojciec na myśli? Dlaczego powrót do celebracji „versus Deum” miałby wpłynąć na ducha liturgii obecnego w dzisiejszym Kościele?

Kult Boży, święta i boska liturgia, to spotkanie Boga z człowiekiem. To Bóg podejmuje inicjatywę. On, Pan historii i wszechświata, zawsze nas wyprzedza: przez swoje catabasi (zejście) mówi do nas i nas zbawia. Czyż to nie jest duch liturgii Wschodu i Zachodu, liturgii Ziemi i Nieba? Od samego początku aż do dzisiaj, kapłan celebrował liturgię zwrócony ku Wschodowi, ad Dominum i nikt nigdy nie myślał, że w ten sposób odwracał się tyłem do ludzi. Jak możemy przyjąć postawę sursum corda, tzn. ad Dominum, jeśli to kapłan stoi naprzeciw nas i to on skupia na sobie naszą uwagę? Z punktu widzenia psychologii to bardzo trudne. Możemy przyznać rację papieżowi, który mówi, że nasza wiara i modlitwa odnajdą znaczenie zwrócenia się ku Wschodowi, jeśli Krzyż zostanie na nowo postawiony w centrum i będzie przyciągał uwagę kapłana i wiernych. I możemy jeszcze dodać, że zwrócenie się celebransa ad Dominum byłoby ekumenicznym gestem wobec prawosławnych!

W książce podkreśla Ojciec wagę poczucia sacrum w liturgii, znaczenie piękna, gestów i symboli (jak na przykład pozycja klęcząca). Dlaczego zagubiliśmy gdzieś to znaczenie i w jaki sposób możemy je przywrócić dzisiejszej liturgii?

Zarówno żydzi, jak i chrześcijanie odwołują się do Obecności Boga (hebr. shekinah) w Santa Sanctotum, tzn. w Sanctissimum. Klasyczny gest uznania Bożej Obecności to pozycja klęcząca, wyrażająca adorację. Zagubienie sensu Bożej Obecności w Kościele doprowadziło do zagubienia sensu liturgii jako kultu. Aby odkryć ten wymiar liturgii na nowo, niezbędne jest przywrócenie należnego miejsca tabernakulum. Konieczna jest debata i refleksja nad pewnymi sprzecznościami, które znajdują się w niektórych instrukcjach posoborowych, o czym piszę w mojej książce.

Analizując motu proprio Summorum Ponctificum potwierdza Ojciec słowa Benedykta XVI mówiące o tym, że nie może być żadnego „zerwania” w liturgii: jak możemy pogodzić to stwierdzenie z innymi pismami kardynała Ratzingera, który wielokrotnie mówił o „sfabrykowanej liturgii” czy też z odczuciami wielu wiernych, na oczach których Msza podlegała brutalnej deformacji?

W motu proprio papież patrzy na liturgię Kościoła na przestrzeni wieków, sięgając aż do czasów Apostołów, ponieważ liturgia jest przede wszystkim apostolska. Kiedy Benedykt XVI mówił o zerwaniu czy sfabrykowanej liturgii, miał na myśli fakt, że ta „łączność” została zerwana. Wymiar ofiarny Mszy został zastąpiony przez pamiątkę Ostatniej Wieczerzy Wielkiego Czwartku: oto właściwe zerwanie. Sam Paweł VI skorygował tę herezję w editio typica pierwszego Mszału rzymskiego (art. 7): oczywiście, Msza jest również ucztą, ale ucztą paschalną, w której Baranek Boży jest składany za nas w ofierze. Tak więc boska liturgia, jak mówi Wschód, jest mistyczną ucztą, w której spożywamy Ciało i Krew wydane in remissionem peccatorum. Księga Apokalipsy opisuje w ten sposób wieczną liturgię, którą na ziemi sprawuje Kościół. Wymiar braterski, czy raczej wspólnotowy Mszy zależy wyłącznie od tej tajemnicy.

Co sądzi Ojciec o praktycznym zastosowaniu wskazań motu proprio po dwóch latach od jego ogłoszenia i czego spodziewa się Ojciec po przyszłości?

Wszyscy wiemy, że ten gest Ojca Świętego został różnie przyjęty. Dał on przede wszystkim początek debacie „za” lub „przeciw”, ale jednocześnie wielu prezbiterów czy biskupów zaczęło celebrować Mszę w formie nadzwyczajnej. Realizacja zaleceń motu proprio leży przede wszystkim w sile przykładu, bez żadnych ograniczeń. Mamy jednak nadzieję, że forma nadzwyczajna rytu rzymskiego będzie się rozwijać wraz z nowym pokoleniem kapłanów, którzy powrócą do studiowania łaciny i „Mszy św. Grzegorza Wielkiego”. Potrzeba mieć dużo miłości i cierpliwości, jak pisał Ojciec Święty, wówczas jeszcze kardynał Ratzinger, w książce „Raport o stanie wiary” w 1985.

We Francji mamy wrażenie, że przywrócenie w parafiach „Mszy św. Grzegorza Wielkiego” niesie ze sobą ogromne problemy. Wielu biskupów uniemożliwia ten powrót. Skąd ten strach? Czy we Włoszech sytuacja jest podobna?

W motu proprio papież zachęca biskupów, by nie bali się przywrócenia nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego w swoich parafiach, gdyż taka zmiana będzie źródłem bogactwa, a nie przyczyną podziału w diecezji. Przychodzi mi do głowy taka myśl: dziś nie boimy się zachęcać chrześcijan do poznawania innych religii i ich kultów, wierząc, że dorosłe są osoby są w stanie wydać dojrzały osąd i uniknąć zgorszenia. Dlaczego zatem boimy się, że wierni nie będą w stanie dostrzec jedności w różnorodności, pojąć bogactwo dziedzictwa rytu rzymskiego?
Być może we Włoszech sytuacja wygląda nieco inaczej, ponieważ wdrażanie reformy nie było tu tak gwałtowne. Ale także we Włoszech wielu księży zaczęło celebrować Mszę według Mszału z 1962 roku. To są powolne, ale nieuniknione zmiany.

W książce często pisze Ojciec o rycie bizantyjskim… W jaki sposób ewoluował on w przeciągu wieków? Czy przeszedł przez podobną reformę jak ryt rzymski w 1969 roku? W jaki sposób Kościół Wschodni postrzega reformę?

Na początku chciałbym przywołać słowa z ekshortacji ekumenicznej Jana Pawła II: „Kościół musi oddychać dwoma płucami: wschodnim i zachodnim”. To zdanie jest bardzo często cytowane przez „ekumenistów” na potwierdzenie konieczności integracji między dwiema tradycjami. Jednak, kiedy poruszamy kwestię liturgii, która stanowi pars magna tradycji chrześcijańskiej, u rzymskich specjalistów od liturgii wschodnich pojawia się tendencja do dystansowania się. Na przykład, jeśli chodzi o orientację kapłana, nasi badacze wysuwają tezę, że droga rytu rzymskiego jest inna niż droga rytu bizantyjskiego: z historycznego punktu widzenia to prawda, jednak czy nie powinniśmy raczej dążyć do odnalezienia i podtrzymywania jedności? Skoro „ekumeniści” katoliccy oskarżają Kościół Rzymski, że ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny oddaliło nas od Wschodu, czy nie powinniśmy głęboko żałować, że zrezygnowaliśmy z postaw i gestów, które łączyły cały Kościół, takich jak postawa celebransa ad Orientem czy Komunia Św. do ust? Czy nie ma w tym jakiejś sprzeczności? To wspaniale, że chcemy się trzymać zasad Kościoła pierwotnego, ale zwrócenie ku Wschodowi jest jedną z nich. Czy nie jest tak, że jesteśmy archeolgistami lub modernistami w zależności od tego, co nam w danej chwili bardziej odpowiada?
Widzimy więc, że liturgia bizantyjska ewoluowała zgodnie z kulturą Bizancjum jako koherentny system, u którego źródeł leży tradycja apostolska, zachowując przy tym jedność trzech elementów: rytu, architektury i ikonografii, l’ermêneia, czyli hermeneutyka symboli liturgicznych lub mistagogia. Liturgia bizantyjska nie przeszła więc reformy podobnej do reformy rytu rzymskiego z 1969 roku. W Rosji, na początku ubiegłego wieku patriarcha Nikon chciał zreformować księgi liturgiczne, ale jego inicjatywa spotkała się z gwałtownym oporem wiernych. Być może to doświadczenie tłumaczy pozytywną reakcję prawosławnych na reformę Benedykta XVI. Wiemy, że zmarły patriarcha Aleksy wyraził swoje uznanie dla Benedykta XVI po ogłoszeniu motu proprio, mówiąc, że ponowne odkrycie tradycji to krok do zgody między chrześcijanami.

Czego dziś możemy nauczyć się od liturgii bizantyjskiej?

Jan Paweł II w 1995 roku opublikował list apostolski Orientale lumen, w którym usilnie prosił chrześcijan o zwrócenie się w kierunku Wschodu, bogactwa jego doktryny, liturgii i świętości, o odkrycie Wschodu, skąd przychodzi Chrystus. Wiemy, że chrześcijanie Wschodu przetrwali 60 lat komunizmu dzięki nieustannie celebrowanej boskiej liturgii, mimo trudnych warunków wynikających ze zniszczenia wielu kościołów. Jaką naukę możemy z tego wyciągnąć? Przede wszystkim to, że liturgia jest „fons et lumen” życia Kościoła na ziemi, bo nie jest tworem ziemskim lecz niebiańskim. Dlatego też Sobór Watykański II podkreślał, że liturgia jest nienaruszalną częścią boskiego przybytku i wokół tego fundamentu mamy prowadzić nasze poszukiwania. Ryt bizantyjski z jego wizją liturgii jako „Nieba na ziemi” może pomóc nam odkryć mistyczny wymiar liturgii łacińskiej. Ale dla tych katolików, którzy nie znają liturgii bizantyjskiej lub mają do niej utrudniony dostęp, Msza św. Piusa V lub - to określenie jest bardziej odpowiednie – „Msza św. Grzegorza Wielkiego”, określona jako nadzwyczajna forma rytu rzymskiego, jest wystarczającym źródłem, z którego mogą czerpać poznanie liturgii łacińskiej. Chrześcijanie bizantyjscy (katolicy czy prawosławni) w ciągu całego roku liturgicznego mogą uczestniczyć w „Liturgii św. Jana Chryzostoma”, „Liturgii św. Bazylego” czy „Liturgii Uprzednio Poświęconych Darów”: to różnorodność wewnątrz jednego rytu.
Liturgia bizantyjska to dobry przykład różnorodności i jedności bez zerwania czy podziału, ponieważ tradycja wiary, którą daje nam liturgia jest jedna i może być wzbogacana, ale niczego nie można z niej odjąć. Dlatego nie musimy się oburzać, kiedy papież w swoim motu proprio, nie narzucając, proponuje nam używanie dwóch form tego samego rytu rzymskiego.

Doniosły wkład - Christophe Geffroy:
Ks. Nicola Bux to bliski współpracownik papieża, mianowany konsultantem w Urzędzie Papieskich Celebracji Liturgicznych. Jest liturgistą - pasjonatem, specjalistą od rytów wschodnich. Jego książka odniosła tak wielki sukces we Włoszech, że napisania wstępu do wydania hiszpańskiego podjął się sam kard. Canizares, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów (w edycji francuskiej wstęp kard. Canizaresa zajął miejsce… posface). Mimo niewielkiej objętości, książka ks. Bux jest obfita w treści i wpisuje się bez wątpienia w „nowy ruch liturgiczny”, o którego powstanie zabiegał papież Benedykt XVI, i któremu ks. Nicola Bux poświęcił ostatni rozdział swojej książki.
Ks. Nicola Bux poddaje surowej krytyce stan dzisiejszej liturgii, nie negując jednak fundamentów reformy liturgicznej z 1969 roku: wierni stracili sens liturgii z winy pasterzy. W tym kontekście przywrócenie Starego Mszału jest czymś więcej niż aktem sprawiedliwości wobec księży i wiernych przywiązanych do tej formy liturgicznej: to okazanie szacunku wobec tego skarbu Kościoła, który ma moc przywrócić liturgii sacrum, co jest wielkim pragnieniem Ojca Świętego. Nie jest więc to tylko sprawa środowisk Tradycji.
Co więcej, ks. Bux nie utożsamia się ze środowiskami tradycjonalistycznymi. Celem, który przyświecał mu przy pisaniu tej książki, było stanięcie ponad podziałami i wzbogacenie dyskusji o głos kompetentnego liturgisty. Jako konkluzję dla swojej analizy ks. Nicola Bux podaje 5 „deformacji”, do których doprowadziła reforma:
1. Transformacja liturgii, której podstawą była modlitwa i dialog z Bogiem, w przedstawienie teatralne i potok słów. Ta deformacja wiąże się ze zwróceniem celebransa w kierunku wiernych.
2. Zastąpienie pojęcia Ofiary pojęciem Uczty.
3. Umocnienie się błędnego postrzegania Mszy jako posiłku braterskiego wynikającego, między innymi, z odmawiania Modlitwy Eucharystycznej versus populum.
4. Zupełny zanik łaciny.
5. Rewolucja „artystyczna”, której efektem była zmiana kształtu ołtarza; ołtarz stał się stołem. Tabernakulum zostało usunięte z centrum świątyni i zastąpione przez krzesło kapłana (str. 168-169).
Ta cenna publikacja, podobnie jak książki Ojca Nicholsa, Langa czy Cassingena-Trevedy, pokazuje jak ważne miejsce w Kościele zajmuje dziś refleksja na temat liturgii, będąca koniecznym warunkiem odbudowania prawdziwego ruchu odnowy liturgicznej. Polecamy do przeczytania i medytacji.

We Francji książkę ks. N. Buxa wydało wydawnictwo Tempora. Nosi ona tytuł: "La réforme de Benoît XVI. La liturgie entre innovation et tradition". Przedmowę do francuskiego wydania napisał bp Marc Aillet.

Tłum. Katarzyna Szczepańska-Wocial

wtorek, 22 grudnia 2009

Periodyk informacyjny wiernych z Szamotuł

Wierni z Szamotuł, zaangażowani w duszpasterstwo skupione wokół tradycyjnej liturgii, przygotowali pierwszy numer pisma informacyjnego "Gloria Domini", w którym pragną upowszechniać wiedzę na temat bogactwa liturgicznego Kościoła oraz publikować wiadomości z działań podejmowanych przez wspólnotę.


W numerze znalazły się m.in.: relacje z najważniejszych Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego odprawianych w Szamotułach, historia wspólnoty, wywiad z ks. T. Dawidowskim, relacja z pobytu w klasztorze w Triors i nauki chorału gregoriańskiego, a także artykuł "Moje spotkanie z Mszałem" ks. W. Wygockiego, który zamieszczamy poniżej:

Pierwsze spotkanie z mszałem
Przed wojną i jeszcze w czasie okupacji wszyscy członkowie mojej rodziny modlili się z „książeczek do nabożeństwa”. Były książeczki większe, z którymi chodziło się na mszę św. w niedziele i takie maleńkie, które zabieraliśmy na wycieczki do Puszczykowa.
W wojennym roku 1942 przygotowywałem się do I Komunii św. Uczyła mnie wtedy pani prof. Z. Świnarska. Pamiętam jak dziś: Przyjeżdżała z Lubonia bardzo rychło rano, szła do Kościoła św. Wojciecha, jednego z dwóch otwartych jeszcze w Poznaniu dla Polaków, a później przychodziła na lekcje. Miała zawsze ze sobą dużą, grubą książkę w specjalnej torebce. Kiedyś otworzyła ją i pokazała mi mszał. Wytłumaczyła mi, że właśnie z takiej samej książki modli się kapłan w czasie mszy św. Od tego czasu zacząłem marzyć o własnym mszale.

Własny mszalik
Pierwszy własny mszalik otrzymałem w roku 1945. Nie był to jednak duży upragniony „Benedyktyn”, ale mały niedzielny mszalik - wydrukowany w Ameryce. Brakowało w nim formularzy na uroczystości świętych, ale były ładne komentarze liturgiczne.
Wnet ten „mszał” przestał mi wystarczać. Wydano w Katowicach „Mszał na niedzielę i święta” ks Tomanka. Oszczędzałem parę tygodni, oglądałem wiele razy na wystawie… Wreszcie kupiłem go. Wnet nauczyłem się nim posługiwać. Aby móc nadążyć za celebrantem, wyszukiwałem takie kościoły, w których księża wolno odprawiali Mszę św. Służył mi ten mszalik długie lata. Uczyłem się go rozumieć. Czytałem liturgistów Parscha i Dom Guerangera. W miarę jak poznawałem łacinę, chciałem mieć wszystkie teksty po łacinie – by modlić się tak, jak kapłan.

Własny mszał łaciński
W 1954 r. wybierałem książki na prezenty gwiazdkowe. W księgarni św. Wojciecha zapytałem przypadkowo o „mszał’. Myślałem o wyśnionym „Benedyktynie”. Nie mieli. Pokazali mi coś innego. Zgrabną książeczkę, oprawioną w skórę, ze złoconymi brzegami i całą masę kolorowych wstążeczek. To był prawdziwy, łaciński mszał z wydawnictwa Pustota. Pierwszy raz korzystałem z tego mszału na Pasterce w kaplicy SS. Karmelitanek. Służyłem wtedy do mszy św. Rozumiałem tę piękną lekcje Bożego Narodzenia z listu św. Pawła do Tytusa o objawieniu się łaski Boga Zbawiciela naszego wszystkim ludziom i o tym, ze On sam wydał siebie za nas. Zakonnice śpiewały o wielkim cudzie Synostwa Bożego.
I szedł za mną ten mszał przez studia uniwersyteckie. Wędrował w plecaku przez Szwajcarię Kaszubską, jeździł na rowerze i w góry. Przyzwyczaiłem się do tego mojego towarzysza. Ojciec Stanisław - dominikanin uczył nas w tym czasie śpiewu, chyba mszy: „De Angelis”. Schodziliśmy się gromadnie na „naszą” mszę św. Może w tym było trochę snobizmu, ale to był zdrowy snobizm.
Skończyłem studia. W tym czasie już duża część mojej rodziny posługiwała się mszalikami. One była akademią duchową i nauczycielem Pisma św. Nadszedł rok 1959, w którym przekroczyłem próg seminarium. Jeszcze kilka miesięcy korzystałem ze starego Pustota, ale zauważyłem w nim wiele braków. Nie było nowych formularzy. Wnet otrzymałem nowy mszał z zagranicy. I znowu staliśmy się nierozdzielnymi przyjaciółmi. Potem doszedł brewiarz, ale mszał- modlitewnik z chłopięcych lat pozostał na pierwszym planie.

Mszał na Ołtarzu
Aż wreszcie za biskupem odmawiałem z mojego mszału słowa: Suscipe Sancte Pater - Przyjmij Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże, tę niepokalaną hostię… To był dzień zesłania Ducha Świętego. Dzień moich święceń kapłańskich. Nazajutrz w kościele-baraku wypełnionym po brzegi ludźmi, podchodziłem do ołtarza. Leżał na nim duży, czerwony mszał. Czytałem w introicie, jak Pan karmił wyborną pszenicą i sycił miodem z opoki. Dla mnie ziarnami były zdania zamknięte w mszale, a miodem – Eucharystia.

Ks. Włodzimierz Wygocki
Przewodnik Katolicki, 30.01.1966, nr 5, str.37-38.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Ryt kartuzjański

Liturgia kartuzjańska, należąca do rodziny liturgii zachodnich, jest jedną z najdawniejszych liturgii. Kartuzi przejęli i zachowali formuły i obrzędy Kościoła lugduńskiego (lyoński). Tak więc klasyczny ryt kartuzjański, w którym mnisi sprawowali Najświętszą Ofiarę niemal do dni obecnych, sięgał obrządków sprzed dziesięciu wieków i zbliżony był do liturgii wschodnich (liturgia lugduńska znała wiele zwyczajów przekazanych przez pierwszych biskupów Lyonu przybyłych ze Wschodu, jak św. Potyn, czy św. Ireneusz - uczeń św. Polikarpa, który był z kolei uczniem św. Jana Apostoła. Zwyczaje te były pilnie i długo strzeżone przez duchowieństwo francuskie).


Powstanie zakonu

Legenda podaje, że w czerwcu 1084 roku biskup Grenoble, Hugo de Chateanuneuf miał proroczy sen, w którym jego oczom ukazało się siedem gwiazd padających u jego stóp. Gdy się w nie wpatrywał, nagle się podniosły i niejako popłynęły w stronę gór Delfinatu, gdzie na wyniosłym szczycie sami Aniołowie zbudowali im dom. Nazajutrz po tym widzeniu, do drzwi pałacu biskupiego zapukało siedmiu ubogich wędrowców, którym przewodził Bruno, kanonik z Reims, dawny mistrz Hugona (był on sławny z powodu swego słynnego nawrócenia, kiedy to po przybyciu z Kolonii do Paryża, asystował w katedrze Notre Dame w ceremoniach pogrzebowych prof. Rajmunda Diocres, gdy w czasie IV lekcji, na słowa Responde mihi, quantas habeo iniquitates et peccata nieboszczyk wstał i mrożącym krew w żyłach głosem zawołał "Oskarżonym jest na sprawiedliwym sądzie Bożym!" Z przerażenia liturgię przełożono na dzień następny, ale przy tych samych słowach IV lekcji, zmarły powstał i powiedział "Osądzonym jest na sprawiedliwym sądzie Bożym!". Trzeciego dnia stało się podobnie: jednak tym razem zmarły wypowiedział słowa "Potępionym jest na sprawiedliwym sądzie Bożym!" Te wydarzenia spowodowały, że św. Bruno przeżył nawrócenie i wstąpił do stanu duchownego). Wędrowcy ci poprosili biskupa o założenie zgromadzenia pustelników w Alpach Delfinatu. Tak też się stało. Biskup Grenoble przyodział pustelników we własnej katedrze w biały habit z szkaplerzem i płaszczem osadzając ich - w dniu, gdy przypadało wspomnienie św. Jana - w dzikiej, ale malowniczej górskiej okolicy, gdzie mnisi założyli słynny po dziś dzień klasztor la grande Chartreuse.


Źródło liturgii

Diecezja Grenoble, gdzie został założony pierwszy klasztor kartuzów, należała i do dziś należy do metropolii Lyońskiej, skąd mnisi przejęli obrządek liturgiczny. Tak więc Mszały lyońskie zostały Mszałami mnichów, którym przewodził św. Bruno. Badacze liturgii dowiedli, że najstarsze rękopisy liturgiczne kartuzów, pochodzące z XII wieku, są zgodne z bliższymi naszym czasom rękopisami lyońskimi. Tę samą prawdę stwierdzają Consuetudines Carthusiae (pochodzące najprawdopodobniej z 1127 roku, spisane przez piątego przeora wielkiej kartuzji, Guiguesa), Annales ordinis Cartusiensis (manuskrypt z XIII wieku znajdujący się w la Grande Chartreuse) i statuta Jancellini (ułożone przez Le Couteulx). Najstarsze Mszały kartuskie mają wiele cech wspólnych z liturgią gallikańską: a) w Gloria mówiło się popter gloriam tuam magnam; b) w Credo mówiło się et vitam futuri saeculi; c) w wigilię i trzy Msze Bożego Narodzenia odczytywana była przed Epistołą dodatkowa lekcja, pochodząca z księgi Izajasza; d) Krew Przenajświętszą spożywano przez rurkę; e) we Mszy solennej (z asystą) posługiwał jedynie diakon; f) we Mszy solennej Epistołę śpiewał jeden z mnichów; g) we Mszy cichej chleb i wino przygotowywano w czasie kolekty (oracji), zaś we Mszy solennej w czasie Credo (jak to ma miejsce w rycie rzymskim); h) w każdą niedzielę mnich sprawujący Mszę świętą spożywał Hostię, która przeznaczona była dla chorych, a konsekrowana była w tygodniu poprzednim - w tej samej Mszy konsekrowano nową hostię dla chorych; i) w wieku XII nie odprawiano codziennie Mszy świętych (ze względu na tryb życia mnichów), zaś w wieku XIII sprawowane były nawet trzy Msze konwentualne dziennie; j) w czasie Mszy świętej paliła się tylko jedna świeca w latarni, dwie świece zapalano jedynie w większe uroczystości.


Rozwój liturgii

Wiek XII był czasem szybkiego rozwoju dla liturgii kartuzjańskiej, czego dowodzą dokumenty i rękopisy z wieku XIII, w których podane są już ustalone ceremonie i teksty liturgiczne. W tym czasie mnich kartuski sprawujący Najświętszą Ofiarę: a) do ołtarza udawał się w zarzuconym na głowie białym kapturze wykonanym z wełny; b) Confiteor odmawiał po stronie Ewangelii, by potem na środku ołtarza, będąc pochylonym, odmówić Pater noster; c) po stronie Epistoły odmawiał Kyrie, Gloria i Dominus vobiscum wraz z kolektą; d) w czasie Credo, na słowa homo factus est nie klękał, lecz całował ołtarz; e) po Offertorium odwracał się do wiernych mówiąc Orate, fratres, pro me peccatore, ad Dominum Deum nostrum, na co nie było żadnej odpowiedzi; f) w czasie całego Kanonu trzymał ręce podniesione i wyciągnięte w kształcie krzyża; g) kielich okrywał korporałem; i) odmawiał tylko jedną modlitwę przed przyjęciem Komunii świętej; j) zaraz po Placeat zdejmował szaty liturgiczne i u stopni ołtarza odmawiał Pater noster; k) gdy celebransem był biskup, to po Agnus Dei, udzielał błogosławieństwa. Od XIII wieku wprowadzony został także zwyczaj klękania na dwa kolana w czasie konsekracji, po podniesieniu i na Agnus Dei. W 1582 roku kapituła generalna zakonu utworzyła komisję mnichów, których zadaniem było przejrzeć księgi liturgiczne kartuzów, czego owocem było wydanie Ordinarium Carthusiense (1582) i Missale Carthusiani ordinis (1603). W roku 1869 wydano w Grenoble nowe Ordinarium Carthusiense, które, wydaje się, że, w niezmienionej formie przetrwało do reform liturgicznych XX wieku.


Porządek liturgii

Mnich kartuzki, który sprawował Najświętszą Ofiarę, nie krzyżował na piersiach stuły, lecz puszczał ją wolno, jak czynili to biskupi. Przed Mszą świętą, podobnie jak to w zwyczaju mieli dominikanie, nalewał wina do kielicha. Modlitwy u stopni ołtarza były krótsze od tych w rycie rzymskim: Confiteor było skrócone o połowę, jednak celebrans wyznawał w nim także grzechy per superbiam; zanim przystąpił do ołtarza, odmawiał cicho Pater noster i Ave Maria (zwyczaj ten występował wyłącznie w rycie kartuzjańskim). Stojąc na środku, przed ołtarzem, żegnał się, a następnie po stronie Epistoły odmawiał Kyrie, Gloria i kolektę. Po lekcji i Ewangelii nie następowała żadna odpowiedź. Celebrans sam przenosił Mszał na drugą stronę (przed Ewangelią). W czasie Credo odmawiano futuri saeculi (co ma swe źródła w pierwotnym tekście greckim). W czasie Ofiarowania, mnich dolewał wody do wina za pomocą łyżeczki, nie zaś prosto z ampułki (co zostało przejęte z rytu lyońskiego), a następnie ofiarował jednocześnie chleb i wino (podnosił kielich nakryty pateną, na której leżała hostia). Przy lavabo odmawiał Psalm 25 jedynie do In innocentia mea ingressus sum. Po Orate fratres następowała cicha odpowiedź usługującego do Mszy. W czasie Kanonu (do Hanc igitur), kartuzi, podobnie jak dominikanie, trzymali ramiona wyciągnięte przed siebie, składając je w krzyż. Zaraz przed samą konsekracją, usługujący do Mszy zapalał dodatkową świecę, która paliła się do Komunii. W czasie Podniesienia kielich okryty był korporałem. Odmawiano jedno Agnus Dei przed Komunią świętą, zaś dwa pozostałe po Komunii. Przed Komunią świętą była tylko jedna modlitwa (nie było także Domine, non sum dignus). Po Ite missa est celebrans nie udzielał błogosławieństwa i nie odczytywał ostatniej Ewangelii.


Cechy szczególne

Obok tych już wymienionych, klasyczna liturgia kartuzjańska charakteryzowała się następującymi cechami: a) kościół kartuzów był podzielony na dwie części: na jedną składało się prezbiterium i chór, druga przeznaczona była dla braci laików; b) nie używano organów; c) celebrans nie miał asysty; d) mnich sprawujący Mszę świętą przy ołtarzu stał sam, diakon w razie potrzeby podchodził z chóru (do ołtarza) - podobnie jak subdiakon i akolici; e) kartuzi nie przyklękali w czasie liturgii, lecz wykonywali głęboki skłon (wzorem liturgii Wschodnich); f) ołtarz zawsze posiadał tytuł poświęcony Najświętszej Maryi Pannie; g) codziennie jeden z mnichów sprawował Mszę święta z formularza de Beata; h) w odpowiednim czasie jeden z mnichów uderzał w dzwon na Mszę świętą, a gdy przybywał celebrans wraz z pozostałymi mnichami, podobnie uderzał on w dzwon, po czym dopiero udawał się do ołtarza; i) zakonnice kartuzjanki, na wzór diakonis w pierwotnym Kościele, nosiły stułę, którą przewieszały przez ramię (podobnie jak diakoni obecnie) - gdy miała miejsce Msza konwentualna, mogły one odśpiewywać lekcję (co należało do diakona); j) kartuzi odśpiewywali w chórze jedynie Matutinum, Laudesy i Nieszpory, godziny mniejsze odmawiali w swych celach. Gdy wypadało święto, w którym odmawiano w Officium dwanaście lekcji, dołączali drugie Nieszpory - o zmarłych; k) niemal od zawsze kartuzi używali ornatów w formie casuli, a takich, których powszechnie używa się po Soborze Watykańskim II.


Zakończenie

Wiele z opisanych wyżej zwyczajów rytu kartuzjańskiego przetrwało do dziś. Sporo informacji o liturgii kartuzjańskiej odnaleźć można w sieci internetowej (przede wszystkim na oficjalnej stronie wielkiej kartuzji), również na stronach w języku polskim (na dysk można pobrać m. in. księgi Officium). Jedna ze stron poświęcona kartuzom opisuje krótko zmiany, jakie nastąpiły w tym zakonie po II Soborze Watykańskim. Portal sanctamissa.org udostępnia zaś Ordo Missae tradycyjnego rytu kartuzjańskiego (format pdf). Tekst ten ilustrowany jest fotografiami pochodzącymi z kartuzi w Marienau (Alemania), ukazującymi zreformowaną liturgię kartuzjańską (w Internecie wyszukać można zdjęcia przedstawiające klasyczny ryt kartuzjański). Więcej o liturgii kartuzów znaleźć można u arcybiskupa Nowowiejskiego w jego dziele pt. "Msza Święta" (t. II, Warszawa 2001, s. 1139-1148), a także w publikacjach s. Marii Renaty od Chrystusa, niepokalanki (Liturgia kartuzjańska, [w:] Liturgia a sztuka, Warszawa 2002, s. 107-112), z których to opracowań korzystaliśmy w niniejszym tekście. Warto wspomnieć, że na w latach 2002-03 Philip Gröning nakręcił film o życiu kartuzów w La Grande Chartreuse, gdzie fragmentami przedstawiona jest liturgia kartuzjańska.