
To, co na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać przypadkiem, objawiło się, patrząc na hierarchię tematów i zadań Kościoła, jako rzecz w istocie najsłuszniejsza. Rozpoczynając temat liturgia, wyciągnięto na światło dzienne bez wątpienia prymat Boga, priorytet tematu Bóg. Przede wszystkim właśnie Bóg: tak właśnie mówi nam początek Konstytucji o Liturgii. Kiedy spojrzenie na Boga nie jest na pierwszym miejscu, wszystkie inne rzeczy tracą swoją orientację. Słowa reguły benedyktyńskiej Ergo nihil Operi Dei praeponatur: Niech nic się nie przedkłada ponad Dzieło Boże (43, 3), co prawda dotyczą przede wszystkim życia monastycznego, ale odnoszą się także jako porządek priorytetów do życia Kościoła i do każdego człowieka w odpowiedni sposób. Na miejscu z pewnością jest przypomnienie tu, że w słowie ortodoksja, druga część słowa: doxa nie oznacza poglądu, ale blask, uwielbienie. Nie chodzi więc o jakiś słuszny pogląd o Bogu, ale o słuszny sposób uwielbienia Go, dania Mu odpowiedzi. To właśnie jest fundamentalne pytanie człowieka, który zaczyna rozumieć samego siebie w słuszny sposób. A pytanie to brzmi: w jaki sposób mam spotkać Boga? Tak więc, nauczenie się właściwego sposobu uwielbienia – ortodoksji – jest tym, co przede wszystkim w wierze jest nam dane.
Kiedy zdecydowałem się, nie bez wahań, zaakceptować projekt wydania wszystkich moich dzieł, od razu uświadomiłem sobie, że powinien być w nich zachowany porządek priorytetów Soboru, a co za tym idzie, pierwszy tom właśnie, który wyjdzie, powinien zawierać moje pisma o liturgii. Liturgia Kościoła była dla mnie, od samego dzieciństwa, punktem centralnym mojego życia, i stała się pod wpływem szkoły teologicznej mistrzów takich jak Schmaus, Söhngen, Pascher i Guardini także punktem centralnym mojej pracy teologicznej. Jako kwestię szczegółową wybrałem teologię fundamentalną, ponieważ chciałem przede wszystkim zejść aż do dna pytania: dlaczego wierzymy? Ale w tym pytaniu zawierało się od początku inne dotyczące słusznej odpowiedzi, jaką powinno się dać Bogu, a co za tym idzie, także pytanie dotyczące kultu Bożego. Właśnie z tej perspektywy powinny być rozumiane moje prace o liturgii. Nie interesowały mnie problemy szczegółowe nauki liturgicznej, ale zawsze problem zakotwiczenia liturgii w fundamentalnym akcie naszej wiary i, co za tym idzie, miejsce liturgii w całej naszej ludzkiej egzystencji.
Tom niniejszy zbiera teraz w całość wszystkie moje prace mniejszych i średnich rozmiarów, w których przez lata z różnych okazji i perspektyw zajmowałem stanowisko na temat kwestii liturgicznych. Po wszystkich przyczynkach w ten sposób zrodzonych zdecydowałem się w końcu na prezentację wizji całościowej, która ukazała się w roku jubileuszowym 2000 pod tytułem Duch liturgii i stanowi główny tekst niniejszej książki.
Niestety prawie wszystkie jej recenzje skupiły się na małym rozdziale Ołtarz i kierunek modlitwy liturgicznej. Czytelnicy tych recenzji musieli więc wysnuć wniosek, że całe właściwie dzieło traktuje tylko o kierunku celebracji, i jego treść redukuje się do ponownego odwrócenia celebracji mszy tyłem do ludzi. Myśląc o tym wypaczeniu mojej myśli, zastanawiałem się przez chwilę, czy nie usunąć tego rozdziału (zaledwie 9 stron na 200 całego tekstu) celem sprowadzenia dyskusji na właściwy tor, który mnie zainteresował w książce i ciągle mnie interesuje. Byłoby to tym łatwiej uczynić poprzez fakt, że w międzyczasie ukazały się dwie doskonałe prace, w których kwestia kierunku modlitwy w Kościele pierwszego tysiąclecia została wyjaśniona w przekonywujący sposób. Myślę tu przede wszystkim o ważnej niewielkiej książce Uwe Michaela Langa Rivolti al Signore. L’orientamento nella preghiera liturgica / Zwróceni ku Panu. Kierunek modlitwy liturgicznej (przekład włoski: Cantagalli, Siena 2006) oraz w szczególny sposób o wielkim przyczynku Stefana Heida Atteggiamento ed orientamento della preghiera nella prima epoca cristiana / Postawa i kierunek modlitwy we wczesnym chrześcijaństwie (w: Rivista d’Archeologia Cristiana, 72, 2006). W publikacjach tych źródła i bibliografia dotycząca problemu są szeroko zilustrowane i zaktualizowane.
Wyniki badań są ze wszech miar oczywiste: pomysł, że kapłan i lud w modlitwie powinni wzajemnie na siebie patrzeć, zrodziła się dopiero w chrześcijaństwie nowoczesnym i jest kompletnie obca chrześcijaństwu antycznemu. Jest oczywiste, że kapłan i lud nie modlą się zwróceni ku sobie nawzajem, ale w kierunku jedynego Pana. Tak więc patrzą podczas modlitwy w tym samym kierunku: albo w kierunku Wschodu jako kosmicznego symbolu Pana, który przychodzi, albo, gdzie to jest niemożliwe, w kierunku obrazu przedstawiającego Chrystusa w absydzie, bądź w kierunku krzyża lub po prostu w kierunku nieba, tak jak to Pan uczynił w arcykapłańskiej modlitwie w ów wieczór przed swoją męką (J 17, 1). Tymczasem na szczęście coraz bardziej uskutecznia się propozycja, którą podsunąłem na końcu rozdziału odnośnie tej kwestii zawartej w moim dziele: mianowicie nie iść w stronę nowych transformacji, ale po prostu umiejscowić krzyż na środku ołtarza, na który mogą patrzeć razem kapłan i wierni, aby w ten sposób pozwolić się prowadzić w kierunku Pana, do którego wszyscy się modlimy.
Być może powiedziałem teraz za dużo o tym punkcie, który jest zaledwie detalem mojej książki, a który mógłbym zaniechać. Podstawową intencją dzieła było umiejscowić liturgię ponad kwestiami często płytkimi odnośnie tej czy innej formy w jej ważnej relacji, którą starałem się opisać w trzech zakresach, które są obecne we wszystkich poszczególnych tematach. Jest przede wszystkim dogłębny związek pomiędzy Starym a Nowym Testamentem: bez relacji do dziedzictwa starotestamentalnego liturgia chrześcijańska jest całkowicie niezrozumiała. Drugim zakresem jest stosunek z religiami świata. I dochodzi w końcu trzeci zakres: charakter kosmiczny liturgii, która jest czymś więcej niż zwyczajne zebranie się większej czy mniejszej grupy ludzi; liturgię sprawuje się w całej szerokości wszechświata, obejmuje ona jednocześnie stworzenie i historię. O to właśnie chodziło poprzez zwrócenie się w modlitwie na wschód (orientamento), że mianowicie Odkupiciel, do którego się modlimy jest także Stwórcą, i w ten sposób w liturgii zawsze pozostaje miłość do stworzenia i odpowiedzialność wobec niego. Byłbym zaszczycony, gdyby to nowe wydanie moich pism odnośnie liturgii mogło się przyczynić do ukazania wielkich perspektyw naszej liturgii i odsunąć na ich właściwe miejsce płytkie spory na temat form zewnętrznych.
Na końcu (i przede wszystkim) czuję się w obowiązku podziękowania. Moja wdzięczność idzie przede wszystkim w kierunku biskupa Gerharda Ludwiga Mullera, który wziął w swoje ręce projekt moich Opera omnia, i stworzył warunki zarówno personalne jak i instytucjonalne do jego realizacji. W szczególny sposób chciałbym podziękować prof. dr. Rudolfowi Voderholzerowi, który wyjątkowo poświęcił czas i energię w zebraniu i wyodrębnieniu moich pism. Dziękuję także panu dr. Christianowi Schalerowi, który mu w dynamiczny sposób towarzyszy. Moje szczere podziękowanie idzie ku Wydawnictwu Herder, które z wielką miłością i dokładnością podjęło się ciężaru tej trudnej i meczącej pracy. Oby to wszystko mogło przyczynić się ku temu, by liturgia była rozumiana w coraz głębszy sposób i sprawowana godnie. Radość w Panu jest naszą siłą (Ne 8, 10).
Rzym, Święto Świętego Piotra i Pawła, 29 czerwca 2008 r.
Tłumaczenie: ks. dr Krzysztof Tyburowski
Przetłumaczony tekst pochodzi ze strony http://chiesa.espresso.repubblica.it/. Pierwszy Tom "Zbioru Dzieł" Josepha Ratzingera ukazał się w Wydawnictwie Herder.











