Tekst w tłumaczeniu ks. Jana Korzonkiewicza ukazał się w 1931 r. w piśmie Mysterium Christi.

Liturgię bierzemy tu w jej znaczeniu najdalszym i rozumiemy przez nią nie tylko ofiarę, obrzędy i modlitwy, lecz także jej wpływ na twórczość artystyczną malarzy, rzeźbiarzy i budowniczych, żeby przez ducha i modlitwę powstała świątynia katolicka. Krótko mówiąc, przez liturgię rozumiemy całą działalność duszy ludzkiej, skierowaną ku dobru najwyższemu i nieskończonemu, czyli doskonałą cześć Boga w duchu i prawdzie, którą Jezus Chrystus oddaje Ojcu na wieki w Kościele.
Liturgia jest przecudną grą, która zostawia w cieniu największe dzieła wszystkich narodów cywilizowanych; jest to gra, na którą złożyły się największe umysły ludzkości; w grze tej wyraża się nie tyle duch ludzki, co ów Duch Boży, który ożywia i podtrzymuje całą cudowną budowę mistycznego ciała Chrystusowego, czyli Kościoła.
Liturgia, to nie tylko spoglądanie i wznoszenie się chrześcijanina ku Bogu; liturgia także zawiera w sobie i udziela nam boskiego słowa Trójcy Przenajświętszej; liturgia, to nie tylko modlitwa, która wzrusza Serce Boże — wszechmoc na klęczkach — lecz wywiera ona również przepotężny wpływ na duszę ludzką, która z natury jest chrześcijańską, i wychowuje wielką masę ludu. Dlatego to od dawien dawna liturgia jest także prawidłem, regułą wiary: Legem credendi lex statuat supplicandix (św. Celestyn I, list 21. rozdz. 11).
Liturgia nie jest ani nauczaniem ani rozmyślaniem o prawdach oderwanych i metafizycznych, których znaczenia i tak większa część słuchaczów nie rozumie, i nie wie, co się kryje za „zasłoną tajemniczych formułek”. Liturgia , jako prawdziwa tuba Pana Boga, chce być na wskroś popularną; bierze ona człowieka takim, jakim on jest, jako twór złożony z ciała i z duszy, który swoje pojęcia urabia z tego, co podpada pod jego zmysły. Liturgia bierze w swoje władanie serce i zmysły, aby przez nie tym pewniej dotrzeć do ducha; liturgia pokazuje wyobraźni dzieła sztuki malarskiej, rzeźbiarskiej, budowniczej, muzyki, poezji i literatury, i wprzęga je w służbę wiary, tak, że wyobraźnia pośredniczy w sprawie udzielania człowiekowi tego, co mu Bóg ma powiedzieć.
W niniejszej rozprawie zastanowimy się nad liturgią głównie jako środkiem wychowawczym. Posiada ona bowiem głęboko sięgające znaczenie dla religijnego wykształcenia wiernych, jeżeli ją rodzina katolicka należycie pojmie i będzie się do niej odnosić w sposób uduchowiony, jak to bywało za dawnych czasów.
Każde porównanie jest wprawdzie niedoskonałe, ale czasem porównania narzucają się same. Otóż jesteśmy zaskoczeni i zdziwieni faktem, że obecnie mimo tych najrozmaitszych wysiłków, urządzeń, organizacji, obchodów jubileuszowych, zjazdów, konferencji i t. p. znajomość Boga u chrześcijan tylko nieznaczne czyni postępy, a nawet w społeczeństwie dzisiejszym cofa się coraz bardziej. Nawet ci ludzie, którzy się nazywają katolikami i chcą nimi być naprawdę, stosunkowo niewiele posiadają znajomości katolicyzmu. A choć wielu jeszcze umie wzbudzić akty wiary, nadziei i miłości, to Ewangelia już dawno nie jest normą ich życia, choć może ich nazwiska figurują na liście członków nie wiedzieć ilu stowarzyszeń katolickich.
Mała znajomość Boga — prorok żaliłby się dzisiaj znowu: „Niemasz znajomości Boga w kraju” (Ozeasz 4, 1) — wyraża się także w nowej sztuce i w książkach do modlitwy, w słodkawej i ckliwej pobożności, która przenika eleganckie i wymuskane książeczki do modlitwy w stylu „Sera”, ze wszystkimi ich westchnieniami, domyślnikami, kropkami... i z całą sentymentalnością. Takie książki wiodą serce na fałszywe tory, a duchowi nie przynoszą prawdziwego światła. Szkody przez nie wyrządzonej prawie nigdy już nie można naprawić. Kiedy po krótkim okresie religijnego przejęcia bujna wyobraźnia młodości przemija razem z wiosną życia i zaczyna się walka o życie, wówczas młodzieniec i dziewczyna, którzy jeszcze wczoraj w pietyzmie nie szukali solidnego pokarmu dla duszy, lecz tylko uczuć i wzruszeń, uświadamiają sobie, że w duszach mają pustkę, zaczynają wątpić w religię, którą nigdy nie przejęli się całkowicie, i padają ofiarą niedowiarstwa.
Skąd to pochodzi? Z pewnością z fałszywego wychowania, które działało tylko na serce chrześcijanina, a nie osadziło skarbu prawd wiecznych na fundamencie ducha: tylko Chrystus jest światłością, prawdą i życiem. Często też chciałoby się wiernych pozyskać dla takiej czy innej praktyki pobożnej. Starzy Ojcowie znali tylko jedno nabożeństwo, wielkie jak Kościół i święte przez swoją własną świętość, które owe wszystkie małe formy pobożności naszych modlitewników ujmowało w wyższą jedność. Ta bowiem devotio, czyli całkowite i doskonałe oddanie się Bogu, stanowi życie katolickie, czerpane z najczystszego i najjaśniejszego źródła, to jest z sakramentów i z liturgii.
Protestantyzm popełnił najfatalniejszy jaki jeno mógł błąd, gdy religię — na zasadzie wolnego badania — zdał na jednostkę i nie chciał mieć rodziny religijnej, lecz tylko pojedynczych ludzi. Protestanci musieli tedy zaprzeczyć Kościołowi charakteru społeczności i rozerwali mistyczne ciało Chrystusowe na pojedyncze cząstki. W prostym przeciwieństwie do tego stanowiska, liturgia katolicka jest w swej istocie socjalną, podpada pod zmysły, i jest dramatyczną, i w tym tkwi tajemnica jej popularności. Kiedy biskup Fruktuozus wstępował na stos, aby na nim ponieść śmierć męczeńską, pewien chrześcijanin odezwał się do niego: „Módl się za mnie”; wówczas męczennik ten odrzekł: „Godzi się, abym się modlił za wszystek Kościół katolicki, rozprószony po całym świecie”.
Kościół — są słowa św. Ambrożego — jest najdoskonalszą formą społeczności. Jak został odkupiony i założony, jako całość, tak też wierzy on, spodziewa się i miłuje we wszystkich członkach swoich, walczy wspólnie, wspólnie znosi prześladowania, modli się wspólnie i wspólnie święci triumfy. Kościół żyje z Chrystusa, ale nie tylko z Chrystusa-głowy, oddzielonej od ciała mistycznego, lecz z Chrystusa-głowy złączonej z ciałem, którym jest Kościół (Kol. 1, 18 nn.).
Duszą, duchem, uderzeniem serca Kościoła, tej społeczności, obejmującej cały świat, jest liturgia, którą powyżej określiliśmy jako streszczenie i sumę katolickiego życia modlitwy. Gdy się modli Kościół, wówczas modli się Chrystus i Duch święty; modlitwa ta wywiera nieomylny skutek na Serce Pana Boga, a z drugiej strony stanowi ona normę życia wiernych. „Panie, naucz nas modlić się” — tak prosili Apostołowie pokornie Chrystusa Pana. „Tak winniście się modlić”, odpowiedział Chrystus i wprowadził potem Kościół w tajemnice tej modlitwy, która się nazywa „wszechmocą na klęczkach”. Kościół modlitwę uważał zawsze za świętą spuściznę familijną, którą hierarchia przekazuje z pokolenia na pokolenie.
Liturgia jest najpewniejszą ascezą, bo nie tylko oddaje piękne myśli jakiegoś tam pobożnego uczonego, lecz wychodzi z prawdy odwiecznej. Bóg sam przemawia do nas przez usta tych, których uczynił „filarem i utwierdzeniem prawdy” (1 Tym. 3, 15.4). Liturgia najlepiej odpowiada psyche człowieka, zwłaszcza zaś psyche ludu, który pod pewnym względem zawsze jest i będzie dzieckiem; nie jest ona tylko spekulacją rozumu, lecz posługuje się wszystkimi pomocniczymi środkami sztuki, muzyki, rzeźby i literatury, żeby ducha podnosić wzwyż; „świętej służbie” nadaje ona formę dramatyczną i dzięki temu wnika do duszy ludu.
Liturgia w końcu jest dla nas doskonałą szkołą wiary. Nie zatrzymuje się ona przy jakiejś pojedynczej tajemnicy wiary, jak to czynią nabożeństwa prywatne, lecz w ciągu jednego roku w podziwu godnym porządku przesuwa przed oczyma naszymi dogmaty naszego odkupienia. Liturgia, to naprawdę brewiarz, czyli skrót lub wyciąg z Pisma świętego, to popularny wykład objawienia Bożego i nauk zbawienia: legem credendi lex statuat supplicandi.
Ale święte misteria, które się w przeciągu jednego roku przesuwają przed nami, posiadają nie tylko wartość historyczną. Kościół ubiera je w szatę dramatyczną, która najlepiej odpowiada duszy ludu, i sprawia, że my te mister ja przeżywamy. Chrystus nie należy do przeszłości, „Jezus Chrystus jest ten-sam wczoraj i dzisiaj i na wieki” (Żyd 13, 8). Chrystus żyje ustawicznie w swoim Kościele. Wprawdzie raz tylko się urodził, raz tylko nauczał czasu swego bytowania ziemskiego, poniósł mękę i zmartwychwstał pod Tyberiuszem i Ponckim Piłatem. Ale duchowa zawartość tajemnic odkupienia pozostaje żywą, póki Kościół trwać będzie na świecie. W Kościele Chrystus rodzi się wciąż na nowo, naucza i odkupia, zbawia duszę ludzką, przyswajając jej owoce swego odkupienia.
c.d.n.











