wtorek, 2 września 2014

Publikacja o kardynale Enrico Dante

Niebawem ukaże się publikacja w formacie e-book poświęcona owianej legendą osobie wieloletniego Mistrza Ceremonii Apostolskich, kardynałowi Enrico Dante. Stanowić ją będzie głównie krótkie opracowanie wyboru najbardziej interesujących materiałów zgromadzonych w archiwach Urzędu Papieskich Celebracji Liturgicznych.
Całość będzie podzielona na trzy części. Pierwsza z nich będzie poświęcona życiu, dziełu oraz spuściźnie jaką po sobie zostawił kardynał Enrico Dante. Kolejna to zbiór dokumentów związanych z jego posługą w Kolegium Papieskich Ceremoniarzy. Część ostatnia będzie zawierała nigdy wcześniej niepublikowane fotografie dokumentujące m. in. takie wydarzenie jak pierwsze święcenia biskupie w rycie greckim udzielane przez Ojca Świętego. Dwa dodatki poświęcone instytucji papieskich ceremoniarzy oraz bibliografii będą zamykać tytuł.

E-book opiewający na około 150 stron (w tym liczne materiały archiwalne) będzie darmowy. Pozwolenie na jego publikację (mowa zwłaszcza o wykorzystanych fotografiach oraz dokumentach) wydał obecny Mistrz Ceremonii Papieskich. Książka, ze względu na zastosowaną formułę edytorską, ukaże się jedynie w formacie PDF, a więc niestety nie będzie w pełni przystosowana do coraz bardziej popularnych czytników. 

Spis treści książki (w formacie pdf).

wtorek, 29 lipca 2014

Reprint kolejnego dzieła bł. abpa Antoniego J. Nowowiejskiego

Z radością informujemy, że ukazał się kolejny reprint jednego z dzieł bł. abpa Antoniego Nowowiejskiego. Ważną pracę przywracania spuścizny wielkiego liturgisty, duszpasterza, męczennika II wojny światowej realizuje Centrum Kultury i Tradycji Wiedeń 1683
W Notce wstępnej do pierwszego po II wojnie wydania Ceremoniału Parafialnego wydawca  napisał:
Ze względu na wciąż rosnącą liczbę kapłanów odprawiających liturgię w starszych formach liturgicznych, a także ze względu na wciąż przybywające osoby i środowiska, których pragnieniem jest ożywianie życia chrześcijańskiego poprzez przywracanie liturgii należytego miejsca w kształtowaniu naszej wiary zdecydowaliśmy się na reedycję tego dzieła arcybiskupa Antoniego Nowowiejskiego. Prosimy Maryje na opiekę nad naszą pracą edytorską, a nade wszystko, by jej Matczyne Niepokalane Serce pobudzało serca naszych Czytelników do coraz większego miłowania Boga - także dzięki liturgii.
Sam zaś Błogosławiony Autor pisał w słowie wstępnym do I-go wydania swego dzieła: Dwa były główne powody ułożenia tego Ceremonjału Parafjalnego: brak odpowiednich podręczników i niejednostajność ceremonij parafjalnych.
Widać bolączki tych, którzy kładą czynności liturgiczne w centrum działania Kościoła nie zmieniają się w czasie. Zamierzona zaś z dawien dawna reforma liturgii, która dokonała się pod koniec lat 60 ubiegłego wieku – dziś już to wiemy – nie przyniosła spodziewanych owoców ożywienia życia liturgią w życiu codziennym wiernych. W zreformowanym Mszale przeakcentowano bowiem element pedagogiczny, co, przynajmniej w praktyce, doprowadziło w wielu wypadkach do odarcia liturgii z jej nadprzyrodzonego charakteru, na rzecz działania, służącego zbudowaniu człowieka i międzyludzkiej wspólnoty. Dla tego celu nader często sprawujący czynności liturgiczne zwalniali się z wierności, najpierw rubrykom, potem także nigrykom – byle tylko nie zawieść uczestników Mszy św., nie wywołać w nich nudy i znużenia, za to przykuć  uwagę. Takie posunięcia zaowocowały dość powszechnym chaosem i dowolnością w sprawowaniu kultu Bożego.
Benedykt XVI mówił, że jego pontyfikat będzie wyrażał się poprzez liturgię. Jemu też zawdzięczamy przekonanie, będące coraz powszechniejszym, mianowicie że przyszłość wiary i przyszłość chrześcijaństwa rozstrzygnie się w liturgii i poprzez liturgię.
Nurt centroliturgiczny będzie ożywiał Kościół; jest to bodaj najistotniejszy ruch nowej ewangelizacji, nawet jeśli dziś nie brakuje uśmiechających się na taką, wypowiadaną z przekonaniem, sugestię. Celem tego nurtu jest doprowadzenie do tego, by przywrócić liturgii jej należytą funkcję: sakralne oddawanie chwały i czci, jaką stworzenie jest winne swemu Stwórcy. Przez dokonywanie aktu kultu ten który to czyni, kształtuje swe wnętrze, swą wiarę, swą zdolność do decyzji. Dokonuje się to dzięki temu, że w liturgii działa sam Chrystus – to on nas ożywia, w każdej sferze, przez swoja Ofiarę składaną Ojcu. Przez liturgię wchodzimy też w życie całego Kościoła, - także tego, którego jesteśmy dziedzicami w zewnętrznym kształcie liturgii – w rytuale. Dobrze, jeśli ryt liturgii uzmysławia, czego jesteśmy spadkobiercami.
Wydanie Ceremoniału Parafialnego, poza racjami wskazanymi przez samego Autora, a wspomnianymi wyżej, ma nam to dziedzictwo ukazać i ułatwić korzystanie z niego. Dla zainteresowanych i żyjących na co dzień i od święta „starszą” formą liturgii to po prostu znakomity, niemal wyczerpujący podręcznik do przygotowywania liturgii na różne okazje: codzienne, uroczyste, mniej uroczyste, z biskupem i bez, w oktawie i poza nią, w święto pierwszej, drugiej i trzeciej klasy. Są też szczegółowo opisane obrzędy okolicznościowych nabożeństw (śluby, chrzty, pogrzeby, poświęcenia), etc. Dzieło posiada szczegółowy indeks rzeczowy.
Dla tych, którzy nie praktykują starszej formy liturgii, dzieło to może być inspiracją i pomocą w uporządkowaniu liturgii we wspólnocie, parafii, grupie duszpasterskiej. Poza tym umożliwi zetknięcie z dziedzictwem liturgicznym Kościoła od technicznej, w klasycznym tego słowa znaczeniu, strony, a przez to może zachęci do śmiałego wejścia w liturgiczne dziedzictwo Kościoła, w jego liturgicznej pełni.
ar

Abp Antoni Nowowiejski Ceremoniał Parafialny, reprint wydania z 1931 roku, ss. 574. Wydawnictwo Centrum Kultury i Tradycji
Szczegóły o sposobie nabycia kolejnego tomu edycji dzieł bł. Antoniego Nowowiejskiego można uzyskać tutaj.

piątek, 2 maja 2014

Adrian Fortescue „Opis ceremonii rytu rzymskiego”, Przedmowa autora (1917) [fragmenty]

Prezentujemy fragmenty przedmowy autora, Adriana Fortescue, do książki  Opis ceremonii rytu rzymskiego, zamieszczonej w wydaniu z 1920 roku. Tłumaczenia na język polski dokonał Łukasz Makowski.

Przyczyną powstania niniejszej książki była próba przygotowania nowej edycji znanego ceremoniału Baldeschiego w tłumaczeniu Dale’a. […] Wydawcy dali do zrozumienia, że potrzebna jest przejrzana i uwspółcześniona jego wersja, zabrałem się więc do pracy. Gdy już przygotowałem znaczną część książki, zdałem sobie sprawę, że tak wiele należy w niej zmienić, że prościej będzie napisać całkiem nową książkę. […]

[…] żadne inne ceremonie nie są dla kapłana tak ważne, jak te, które odbywają się podczas Mszy czytanej. Podręcznik ceremonii bez wątpienia powinien zaczynać się od ich dokładnego opisu. […] Na stronie 214 ostatniego wydania [ceremoniału Baldeschiego] Dale każe subdiakonowi niosącemu w Niedzielę Palmową krzyż procesyjny uderzyć w drzwi kościoła „swoją nogą”. Zastanawiało mnie, skąd wziął się u niego tak osobliwy pomysł, aż do chwili, gdy zajrzałem do włoskiego oryginału. Było tam napisane: „cul suo piede”, co oznacza, rzecz jasna: „dolną częścią krzyża”. Ciekawe, ilu angielskich subdiakonów kopało w Niedzielę Palmową kościelne drzwi z powodu tego głupiego błędu. W żadnym z jedenastu wydań ceremoniału Baldeschiego nikt tego nie poprawił. […]
[…]

Gdy ustalono już, że trzeba napisać nową książkę, pojawiło się z kolei pytanie o jej układ, szczególnie zaś o to, jak wiele tematów ma obejmować. Nie da się napisać książki zawierającej wszystko, to znaczy takiej, która przedstawiałaby wszystkie ceremonie rytu rzymskiego. […] Takie kompletne opracowanie nie zmieściłoby się w książce – wymagałoby biblioteki.

Odrzucając zatem jakąkolwiek pokusę opisania wszystkiego, książka niniejsza stawia sobie za cel dostarczenie tych informacji, których może potrzebować kapłan w Anglii. Taki jest jej adresat: angielska parafia, w której posługują księża diecezjalni. […]

Idea dostarczenia wiadomości potrzebnych parafii diecezjalnej nie obejmuje, choć również nie wyklucza, wszystkich ceremonii biskupich. Z jednej strony wiele z nich nigdy nie odbędzie się poza katedrami. Pominąłem zatem na przykład ceremonie biskupie w Wielkim Tygodniu. Niemniej może się zdarzyć, że będą one mieć miejsce w innych kościołach diecezji. Wizyty kanoniczne i bierzmowanie odbywają się regularnie. […]

Z drugiej strony dodaję wiele rzeczy, których Baldeschi nie uwzględnił; niektóre z nich nie doczekały się właściwie omówienia w żadnej książce poświęconej ceremoniom. Podstawę wszystkiego stanowi naturalnie szczegółowy opis sposobu odprawiania Mszy czytanej i służenia do niej. Pamiętając zawsze, że znajdujemy się w Anglii, umieściłem przed Mszą uroczystą aspersję. Istotny element angielskiego podręcznika ceremonii stanowi błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem według angielskiego Ritus servandus. Dokładnie opisano sposób odprawiania nieszporów, ceremonie Wielkiego Tygodnia w kościołach, gdzie brak diakona i subdiakona, oraz Mszę śpiewaną. Nowość stanowią wiadomości o tym, jak udzielać sakramentów i sakramentaliów według angielskiego Ordo Administrandi. To sprawa najwyższej wagi. Błędem jest oceniać wagę rytu w oparciu o to, jak szczegółowego omówienia wymaga. Sposób słuchania spowiedzi jest mniej skomplikowany, ale znacznie bardziej istotny, niż pontyfikalne nieszpory od tronu. […]
[…]

Powiedzmy też coś na temat języka i stylu. To oczywiste, że nikt nie będzie zaglądał do książki o ceremoniach w poszukiwaniu stylu wyrafinowanego. Większość zawartych w tej książce wskazówek, podanych ze skrupulatną dokładnością, uczyni jej lekturę niewiele przyjemniejszą od czytania rozkładu jazdy pociągów. Nawet jednak podręcznik ceremonii powinno pisać się znośnym językiem. I powinien być to, w miarę możliwości, jeden język; w naszym przypadku – angielski. […] Gdy w odniesieniu do czegoś trzeba użyć słowa obcego, należy wybrać łacińskie. […]

Niektóre słowa łacińskie wydają się nieuniknione. […] Nie powinno nas dziwić, że w rycie rzymskim niektóre przedmioty noszą swoje techniczne nazwy w języku Rzymu. W dwóch przypadkach może się zdawać, że książka nie trzyma się zasady stosowania od początku do końca jednego języka. Chodzi o słowa Sanctissimum oraz solita oscula. Co do pierwszego z nich, chciałbym wskazać, że Sanctissimum ma za sobą wielką tradycję jako określenie Najświętszego Sakramentu w wielu europejskich językach. Używałem też, oczywiście, słów „Najświętszy Sakrament”; lecz gdy trzeba stosować je właściwie bez przerwy i powtarzać przy omawianiu najdrobniejszych szczegółów ceremonii, wielką wygodę stanowi możliwość zastosowania jednego słowa w miejsce dwóch. Wyrażenie solita oscula stanowi ten przypadek, który Gibbon nazywa szacowną niejasnością martwego języka. Rzecz nie jest wcale taka znów nieznana, o czym wie każdy diakon; ale ciągłe powtarzanie słów „całowanie” i „całuje” nie wygląda dobrze. […]
[…]

Prawdopodobnie poniższe opisy ceremonii z początku wywołają u laika wrażenie, że to wszystko jest ogromnie skomplikowane. Tak naprawdę jest dużo mniej skomplikowane niż się wydaje. Ogólnie rzecz biorąc, poszczególne czynności znacznie mniej rzucają się w oczy, gdy są wykonywane, niż gdy czyta się ich opis. Większość uczestniczących w obrzędach wiernych w zasadzie ich nie zauważa. Lewici i ministranci, którzy mają z nimi do czynienia nieustannie, tak się do nich przyzwyczajają, że wykonują je niemal bez namysłu. Gdyby postawiono przed kimś zadanie szczegółowego opisania wszystkich obrzędów związanych z porannym wstawaniem albo spożywaniem obiadu, sprawiałyby one wrażenie niezmiernie zawiłych. Co więcej, o ile czynności każdego posługującego w prezbiterium trzeba opisać z osobna, wszyscy wykonują je przecież równocześnie; a więc i z tego względu dużo łatwiej wszystko to zrobić, niż opisać. Warto zauważyć, że im bardziej szczegółowe są wskazówki, tym mniej skomplikowane ich wykonanie. Gdy każdy dokładnie wie, co robić, i wszyscy działają harmonijnie, wykonując swoje czynności pewnie i w milczeniu, owocuje to ceremonią bardziej pełną ładu niż ta, w której pojawia się wątpliwość, zamieszanie albo spór. W wielu przypadkach możemy stwierdzić, że najważniejsze jest nie to, w jaki sposób wykonana zostanie dana czynność, ale to, aby wszyscy jej wykonawcy mieli taki sam pomysł na to, jak należy ją wykonać. Szczegółowy opis pewnego sposobu wykonania określonych czynności staje się potrzebny chociażby ze względu na to, aby taki wspólny pomysł zaistniał. A skoro sprawy tak się przedstawiają, możemy opisać właściwy sposób ich wykonania, zgodny z rubrykami i wskazaniami uznanych autorów.

Stopień skomplikowania naszych ceremonii jest zatem w istocie dużo mniejszy niż mogłoby się nam zdawać, sądząc z ich opisu. Niemniej nie zaszkodzi przyznać, że uproszczenie pewnych rzeczy byłoby pożądane. Obecnie, gdy tyle mówi się o reformie liturgicznej, możemy żywić nadzieję na zmiany idące również w tym kierunku. Ryt rzymski zawsze charakteryzowała przede wszystkim surowa prostota. Wciąż stanowi ona główną jego cechę w porównaniu z kwiecistymi rytami wschodnimi. Z pewnością warto zachować ją również w wymiarze zewnętrznym i poskromić wszelkie tendencje zmierzające ku bizantynizacji naszych ceremonii.

Przychodzą tu na myśl dwie rzeczy, na których uproszczenie można mieć nadzieję. Jedna z nich to ciągłe pocałunki. Bez wątpienia stanowią one bardzo starożytny wyraz czci; w nielicznych sytuacjach, na przykład w przypadku pocałunku składanego na dłoni biskupa, nikt nie chce ich usunięcia. Czyż jednak czynnościom przy ołtarzu nie przydałoby godności, gdyby diakon zaprzestał ciągłego całowania przedmiotów i ręki celebransa? Przy okazji tak często powtarzanej prostej czynności jak okadzenie, diakon wykonuje solita oscula ośmiokrotnie. Musi pocałować kolejno: łyżeczkę, rękę, rękę, łyżeczkę; trybularz, rękę, rękę, trybularz. Choćby ze względu na wrażenia estetyczne, ciągłe skłanianie przez diakona głowy nie przedstawia eleganckiego widoku. Gdyby występowanie pocałunków w liturgii ograniczono do momentów istotniejszych, takich jak przekazanie celebransowi pateny i kielicha, oraz, w określonych ważniejszych sytuacjach, do dłoni biskupa, obrzęd ten stałby się w swoim ogólnym wyrazie pełniejszy ładu, sam pocałunek zaś stanowiłby bardziej realną oznakę szacunku.

Zadajmy w podobnym duchu pytanie: czy nie mamy czasem zbyt dużo przyklękania? To prawda, że przyklęknięcie przez ołtarzem i przed ordynariuszem ma dłuższą tradycję niż przyklękanie przed Najświętszym Sakramentem [1]. Tak brzmi wyjaśnienie zjawiska, które na pierwszy rzut oka musi zdawać się tak osobliwe: człowiekowi lub symbolowi oddajemy cześć w dokładnie ten sam sposób, co Naszemu Panu w Najświętszej Eucharystii. Przyklękanie przed osobami i symbolami to w istocie pozostałość dawnych zwyczajów; ten sposób okazywania im szacunku w niezamierzony sposób zrównano z przyjętym później sposobem oddawania czci Sanctissimum. Jako że przyklęknięcie stanowi dla nas w dzisiejszych czasach uznany gest czci dla Naszego Pana obecnego w postaciach eucharystycznych, wydaje się dziwne, gdy wszyscy, poza celebransem, wykonują dokładnie taki sam gest, gdy Najświętszego Sakramentu na ołtarzu nie ma. Względem zaś biskupa? Czy niski ukłon nie byłby w odczuciu współczesnych ludzi naturalniejszy? Zdajemy sobie doskonale sprawę, że przez długi czas klękanie przed królami i cesarzami było w powszechnym zwyczaju. Z tego też względu twierdzimy, że biskupowi, który sprawuje władzę w imieniu Chrystusa, winniśmy okazywać cześć przynajmniej w taki sam sposób. Obecnie jednak w świecie takie gesty wymierają. Ludziom współczesnym zaczynają się wydawać lekko bizantyjskie.

Ta sama zasada dotyczy, jak się zdaje, lampek przed ołtarzami. Mamy tu również do czynienia z doprawdy starożytnym symbolem, początkowo niebędącym bynajmniej znakiem Eucharystii. We wczesnych wiekach chrześcijaństwa przed ołtarzami ustawiano mnóstwo lampek, a tabernakulum nie było. Niemniej jednak dla nas lampka w prezbiterium stała się głównym znakiem Realnej Obecności. Jeżeli nie znajdziemy innego sposobu na jej zaznaczenie, czy nie powinniśmy ubolewać nad tym, że używamy tego samego symbolu niezależnie od tego, czy na ołtarzu znajduje się Najświętszy Sakrament, czy nie?

Celem tej książki nie jest jednak krytykowanie, ani dyskusja nad zasadnością naszych ceremonii; celem jest objaśnienie, jak powinny się one odbywać według obowiązujących przepisów [2]. [...]

Najważniejszymi źródłami, do których odwołujemy się przy pisaniu książki takiej jak ta, są rubryki ksiąg liturgicznych, decyzje Świętej Kongregacji Obrzędów oraz dzieła uznanych autorów [...]

Jednak nawet one nie dają odpowiedzi na niektóre pytania. Pytania te nie są ani liczne, ani wielkiej wagi. Żaden ryt chrześcijański nie jest tak jednolity jak rzymski. Jednak mimo podjęcia przez Kongregację olbrzymiej liczby decyzji, wciąż istnieją niewyjaśnione kwestie; uznani autorzy też nie zawsze się ze sobą zgadzają.

W przypadku wątpliwości następne w kolejności kryterium [orzekania o słuszności danego przepisu] stanowi uznany i przyjęty przez biskupa danej diecezji zwyczaj. Dla nas na przykład jest to zwyczaj naszych angielskich diecezji. Z punktu widzenia Prawa Kanonicznego uznawanie za wzorzec zwyczajów miasta Rzym to błąd. Wiążące są dla nas decyzje odpowiednich trybunałów oraz Kongregacji, na które władzę podejmowania decyzji delegował Papież. Możemy bez wątpienia zazdrościć mieszkańcom miasta, którego ordynariuszem jest sam Papież, ale nie uzyskują oni ze względu na ten fakt żadnej szczególnej władzy nad swoimi współwyznawcami w Anglii. Zwyczaj, który w Prawie Kanonicznym odgrywa tak istotną rolę, oznacza zawsze zwyczaj danego miejsca. Bezpośrednim przełożonym angielskiego księdza jest jego własny biskup. Nie powinniśmy obawiać się, że idąc za przykładem naszego własnego biskupa, staniemy kiedykolwiek w sprzeczności z tym, czego życzą sobie władze centralne. Tak więc w wielu drobniejszych kwestiach, szczególnie w sprawach podawanych przez Rytuał zasad postępowania przy obrzędach pozaliturgicznych, naszym wzorcem nie jest zwyczaj rzymski, ale zwyczaj naszych własnych diecezji. Niech Bóg nas broni przed wspieraniem bzdurnej koncepcji istnienia Kościołów narodowych. W ramach katolickiej jedności żadnych Kościołów narodowych nie ma. Nigdy ich zresztą nie było. Ale diecezja, czy też metropolia, stanowi prawdziwą jedność wewnątrz wielkiej jedności Kościoła. Żywimy zatem nadzieję, że niniejsza książka nie zachęci nikogo do przekraczającego zdrowe granice i sprzecznego z duchem liturgii robienia wszystkiego na modłę rzymską; romanizacja ta, zamiast odwoływać się do usankcjonowanych postanowień Prawa Kanonicznego, wybiera łatwiejszą drogę bezmyślnego naśladowania wszystkiego, co praktykuje się w tym mieście. Nierzadko zdarza się, że stosowany w Rzymie zwyczaj stoi w sprzeczności z rubrykami ksiąg liturgicznych albo zasadami określonymi przez uprawnione do tego władze; w takim przypadku, zamiast samemu odrzucać obowiązujące przepisy, powinniśmy raczej ubolewać nad tym, że w Rzymie nie zawsze postępuje się zgodnie z nimi.
[…]

Letchworth, w uroczystość Wszystkich Świętych, 1917

PRZYPISY
[1] Ludzie przez wieki przyklękali przed ołtarzem, zanim na ołtarzu umieszczono tabernakulum.
[2] Nie trzeba dodawać, że przedstawiłem przebieg ceremonii w świetle obecnych norm. Można wyrażać nadzieję na zmiany; jednak dopóki władze kościelne nie uznają za stosowne ich wprowadzić, musimy postępować ściśle według obowiązujących przepisów.

Tłumaczenie na podstawie: Adrian Fortescue, The Ceremonies of the Roman Rite Described, London 1920, Author’s Preface, s. xiii–xxii.

środa, 16 kwietnia 2014

Jerusalem, Jerusalem, convertere ad Dominum Deum tuum

Miastem ludnym, władcą nad okręgami, który cierpi wyzysk jak niewolnica jest Odkupiciel, który istniejąc w postaci Bożej, przyjął postać sługi, dosłownie – niewolnika.
Jeszcze nie tak dawno, nieco ponad czterdzieści lat temu, wyjątkowy charakter trzech ostatnich dni Wielkiego Tygodnia znajdował swoje odbicie w sposobie celebrowania divinum officium. Podobnie jak budynek kościoła ogołaca się wówczas z wszelkich ozdób, a nawet świętych wizerunków, jak rezygnuje się z uroczystego dźwięku organów i dzwonów, tak samo służba Boża pozbywała się na te trzy dni wszystkiego tego, co nie należy do jej esencji, jak gdyby obawiała się, że coś może odwrócić uwagę uczestników od odkupieńczej męki Zbawiciela. Z tego właśnie względu, w Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę nie było wersetów otwierających godziny kanoniczne, nie było psalmu wezwania Venite, exultemus, nie było hymnów, krótkich czytań, próśb. Nabożeństwa stanowiła zatem w zasadzie sama psalmodia, przerywana w jutrzni dziewięcioma dłuższymi czytaniami. Więcej nawet – godziny kanoniczne, z wyjątkiem tzw. ciemnych jutrzni odprawiano przyciszonym głosem, prawie że śpiewnym szeptem, jakby Kościół lękał się nawet swoim publicznym kultem zagłuszać ciszę Kalwarii i grobu Pańskiego.

Jedynie w nocy Triduum Sacrum świątynie rozbrzmiewały śpiewem, który towarzyszył celebrowaniu tzw. ciemnych jutrzni. „Celebrowanie” bowiem to chyba najbardziej odpowiednie słowo w tym kontekście, gdyż nabożeństwo to nie ograniczało się do odśpiewania pewnych tekstów: w jego skład wchodził także szereg ceremonii, z których najbardziej charakterystyczne jest gaszenie po każdym psalmie jednej z piętnastu świec umieszczonych w chórze na trójkątnym świeczniku. Pod koniec laudesów na jego szczycie pozostawała jedna świeca, którą po kantyku Benedictus ukrywano za ołtarzem i przez chwilę kościół spowijały absolutne ciemności. Wiemy jednak, że prawdziwej światłości „ciemność nie ogarnęła” (por. J 1, 5). Na sam koniec, niezwykle subtelnie, jakby nieśmiało pojawiała się zapowiedź zmartwychwstania: ukrytą świecę umieszczano na powrót na świeczniku. W liturgii jednak Pascha Chrystusa to jedno, nierozdzielne wydarzenie. Zanim nastąpił poranek zmartwychwstania, Syn Boży umierał w poczuciu osamotnienia, a ziemia zadrżała, widząc swego Stwórcę umierającego w ludzkim ciele. Nieśmiała zapowiedź zmartwychwstania nie może przyćmić faktu, że Bóg cierpiał za nasze grzechy, że przyroda zamarła w obliczu tego paradoksu! Zanim uczestnicy ciemnych jutrzni opuszczą kościół, na pamiątkę owego trzęsienia ziemi, zamykają z hukiem antyfonarze i kilka razy uderzają nimi o ławki.

Jak wspomniano, psalmodię ciemnych jutrzni przeplatało dziewięć dłuższych czytań. Trzy pierwsze stanowiły fragmenty Lamentacji proroka Jeremiasza, trzy następne fragmenty Listów św. Pawła Apostoła, trzy kolejne komentarze św. Augustyna do psalmów. O ile forma listów apostolskich i komentarzy patrystycznych przypomina tę, która pojawiała się w oficjum przez cały rok, o tyle Lamentacje były czymś wyjątkowym, przeznaczonym tylko na oficjum Triduum Sacrum. Nie były one przeznaczone do prostego odczytania czy wyrecytowania na jednym tonie. Lamentacje posiadają osobną, właściwą tylko im melodię, zróżnicowaną co prawda w poszczególnych ośrodkach wykonywania chorału, ale wszędzie charakteryzującą się pełną surowości powagą i niezwykłym pięknem.

Alef. Jakże zostało samotne
miasto tak ludne,
jak gdyby wdową się stała
przodująca wśród ludów,
władczyni nad okręgami
cierpi wyzysk jak niewolnica. (Lm 1, 1)

Trudno tekst natchniony usiłować sprowadzić do jednej tylko płaszczyzny i rozumieć go tylko w jednym sensie. W opisie opuszczenia i zrujnowania Miasta Świętego Jeruzalem słychać głos Kościoła przytłoczonego ciężarem grzechów swoich członków, słychać głos Bożego Syna cierpiącego za ludzkie grzechy, ale błędem chyba byłoby mówić, że są to dwa różne głosy. Chrystus bowiem cierpi i modli się do Ojca, ale cierpi i woła w Nim również każdy członek Jego Mistycznego Ciała. Kościół jest uciskany i prześladowany, dręczą go grzechy jego dzieci, ale prześladowania i ucisku doznaje w swoim Ciele także Głowa. Konsekwentnie więc miastem ludnym, władcą nad okręgami, który cierpi wyzysk jak niewolnica jest Odkupiciel, który istniejąc w postaci Bożej, przyjął postać sługi, dosłownie – niewolnika (por. Flp 2, 7).

Bet. Płacze, płacze wśród nocy,
na policzkach jej łzy,
a nikt jej nie pociesza
spośród wszystkich przyjaciół;
zdradzili ją wszyscy najbliżsi
i stali się jej wrogami. (Lm 1, 2)

Nie sposób, słysząc te słowa, nie pomyśleć o tej straszliwej nocy poprzedzającej mękę Chrystusa Pana. Zbawiciel w Ogrodzie Oliwnym nie ukrywał ani nie wstydził się swojego człowieczeństwa. Był po prostu przerażony perspektywą okrutnej męki, podczas której miał doświadczyć zła całego świata i którą miał przeżywać w osamotnieniu. Potrzebował towarzystwa przyjaciół, ale oni właśnie wtedy nie umieli stanąć na wysokości zadania. Był skazany na to, by ostatnie godziny przed męką spędzić w totalnym opuszczeniu. Dramat nocy Wielkiego Czwartku potęgowała jeszcze świadomość tego, że zdradził Go jeden z najbardziej zaufanych ludzi, jeden z tych, których nazwał przyjaciółmi.

Lamed. Wszyscy, co drogą zdążacie,
przyjrzyjcie się, patrzcie,
czy jest boleść podobna
do tej, co mnie przytłacza. (Lm 1, 12)

Fakt odkupieńczej męki Pana Jezusa może nam w końcu spowszednieć. Wcielenie nie robi wrażenia. Do widoku Ukrzyżowanego już się przyzwyczailiśmy. Lubimy co prawda śpiewać Gorzkie żale, czy uczestniczyć w Drodze Krzyżowej, ale wydarzenia paschalne spychamy do sfery mitologii, uczuciowości, estetyki… Czym jest boleść co, przytłacza Odkupiciela? Przede wszystkim prawdziwą, fizyczną boleścią! Chrystus sam chce, żebyśmy współuczestniczyli w Jego męce. Przyjrzyjcie się, patrzcie! Rozważajcie, co dla was uczyniłem! W ten sposób wydarzenie na Kalwarii zawsze będzie dla nas wstrząsem, zawsze będziemy nosić w sobie jego owoce.

Każda lekcja Lamentacji kończy się zawołaniem: Jerusalem, Jerusalem, convertere ad Dominum Deum tuum – nawróć się do Pana Boga swojego! Zdania tego nie ma co prawda w tekście natchnionym, jednak stanowi niezwykle celne zwieńczenie każdorazowej skargi Świętego Miasta na uciemiężenie, jakie przyszło mu znosić. Wezwanie to bowiem podpowiada, że męka Chrystusowa nie stanowi celu sama w sobie, z drugiej zaś strony – grzech człowieka nie jest jego nieodwołalną tragedią. Zbawiciel skarży się na opuszczenie i cierpienie, a Kościół w swojej liturgii wzywa swoje dzieci nie pojedynczo, ale siebie samego, całe Jeruzalem, rozumiane jako społeczność ochrzczonych, jako Mistyczne Ciało Pana do nawrócenia. Jezus miał umrzeć, aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno (por. J 11, 52).

Tak bogata i dramatyczna liturgia Triduum Sacrum najwyraźniej nie pasowała do założeń, które przyjęły komisje liturgistów podczas ostatniej reformy liturgii. Ciemna jutrznia musiała ustąpić Godzinie czytań, która swoją formą nie różni się niczym od Godziny czytań odprawianej w inne dni roku. Lamentacje zniknęły, w ich miejsce pojawiły się fragmenty Listu do Hebrajczyków. Nie był to jednak ani powrót do źródeł, bo w ciemnych jutrzniach zachowała się właśnie archaiczna praktyka Kościoła Rzymskiego, ani zaprowadzanie szlachetnej prostoty, bo jak widzieliśmy, oficjum Triduum Sacrum ze swej natury miało strukturę prostszą i bardziej surową. Na szczęście, Lamentacje nie umilkły wszędzie, tak jak nie wszędzie zgaszono na zawsze świece na trójkątnym świeczniku. Czy zatem Godzina czytań wytrzyma ostatecznie „duchową konkurencję” z liturgiczną perłą roku kościelnego omodloną przez niezliczone pokolenia…?

br. Grzegorz Brodacki OCist

czwartek, 3 kwietnia 2014

„Quid hoc sacramento mirabilius?”

Obecność Chrystusa w Eucharystii,
a rozwój nauk fizycznych i święty Tomasz z Akwinu,
czyli „Quid hoc sacramento mirabilius?”[1]

Lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku wraz z gwałtownym rozwojem nauk fizycznych dały początek ogromnemu sceptycyzmowi co do nauki świętego Tomasza z Akwinu dotyczącej obecności Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie Eucharystii przyjętej przez Kościół za własną – Sobór Trydencki w swych formułach dogmatycznych praktycznie słowo w słowo posłużył się wyrażeniami Doktora Anielskiego (sesja XIII).

Święty Tomasz z Akwinu

Tradycyjną formułę transsubstancjacji[2] próbowano zastąpić nowymi interpretacjami wyrastającymi w nowej teologii, która inspirowała się właśnie odkryciami fizycznymi oraz naukami takich heretyków jak Luter. Teorie „transsignifikacji” (P. Schoonenberg), „transfinalizacji” (E. H. Schillebeeckx), czy „transessencjacji” (L. Smits) rozwijały się w najlepsze, mimo profetycznej encykliki Piusa XII Humani generis (1950 r.); dopiero encyklika Misterium fidei Pawła VI z 1965 r. nieco zastopowała te zgubne dla wiary dywagacje.

Niestety, dziś również można spotkać się z różnymi teoriami, które próbują polemizować z autentyczną doktryną Kościoła katolickiego. Mówi się na przykład o różnych „systemach pojęć”, które zmieniają się i ewoluują – jeden z takich systemów miałby w przyszłości zastąpić fundamentalną naukę Doktora Eucharystycznego.

Ad meritum: współczesna fizyka kontestuje doktrynę transsubstancjacji twierdząc, że pojęcie substancji używane przez św. Tomasza z Akwinu (który wiele czerpał w tym od Arystotelesa) i przez Sobór Trydencki jest dziś wątpliwe, jeśli nie kompletnie przestarzałe, a więc należałoby je jak najszybciej zastąpić jakimś innym. Taka argumentacja, jakkolwiek wydawałaby się „dostosowana do rozwoju myśli ludzkiej”, może być utrzymywana tylko dlatego, że już u jej podstaw (czego niestety się nie dostrzega – albo nie chce się dostrzegać) leży błąd w rozumowaniu! Otóż metafizyczne pojęcie substancji, na którym opiera się dogmat transsubstancjacji – i które w nadzwyczajny wręcz sposób harmonizuje się ze „zmysłem wspólnym” (sensus communis)[3] – jest całkowicie niezależne od postępu współczesnej fizyki. Odrzuca ona zaś tomistyczne pojęcie substancji wyłącznie jako nauka, „która dąży do badania fenomenów, to znaczy manifestacji natury możliwych do zmierzenia. Oczywiście, naukowa refleksja przebiega na całkiem innym poziomie niż refleksja filozofii egzystencjalnej. Podejście fizyczne nie stwierdza niemożliwości przyjęcia substancji na poziomie ontologicznym” – są to słowa wybitnego współczesnego tomisty, ojca L. Eldersa[4].

            Innymi słowy możemy powiedzieć, że współczesna fizyka nie zna absulutnie żadnego prawdziwego pojęcia substancji. I, za Horstem Seidlem, należy z całą pewnością stwierdzić, że „pojęcie substancji, które redukuje się do akcydentalnego [przypadłościowego], do ilościowego czy jakościowego, takim pojęciem nie jest”[5]. Konkluzja Seidla może być właściwie tylko jedna: obiekcje dotyczące pojęcia substancji są nie tylko bez podstawne, ale wręcz przeciwnie, by móc wyjaśnić dogmat transsubstancjacji klasyczne pojęcie substancji jest nam absolutnie niezbędne. W dodatku jest to możliwe „tylko w tym jednym sensie, tradycyjnym, z jasną dystankcją między substancją a przypadłością”[6].

            Ten sens, wyrażony w doskonałej formie, znajdujemy właśnie u św. Tomasza, „najuczeńszego wśród świętych i najświętszego wśród uczonych” – jak wyraża się Papież Pius XI[7].

* * *

Tekst ten w swej większości stanowi tłumaczenie fragmentów dziełka Davida Bergera Thomas d’Aquin et la liturgie [„Święty Tomasz i liturgia”](opublikowanego w Paryżu w 2001 roku staraniem Centre International d’Etudes Liturgiques [„Międzynarodowe Centrum Studiów Liturgicznych”]) – mowa zwłaszcza o ekskursusie znajdującym się na stronach od 63 do 80. Warto zadać sobie również trud lektury recenzji tego tytułu, którą napisał ksiądz Franck Maria Quoëx: « D. Berger : Thomas d’Aquin et la liturgie », [in:] Sedes Sapientiae 80 (2/2002), ss. 89-93. Ten ostatni jest autorem tezy doktorskiej zatytułowanej Les actes extérieures du culte dans l’histoire du salut selon saint Thomas d’Aquin [„Zewnętrzne czynności kultu w historii zbawienia według świętego Tomasza z Akwinu”], obronionej w 2001 roku na rzymskim Angelicum (promotorem był o. Pierre-Marie Gy O.P.). Jego pionierska praca została zauważona przez ówczesnego Prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kardynała Josepha Ratzingera; pozwoliła mu ona także opublikować serię artykułów dotyczącej tomistycznej koncepcji kultu Bożego w cytowanym już przeglądie naukowym Sedes Sapientiae, jak i bardzo ważny (dwuczęściowy) artykuł w Revue Thomiste dotyczący traktatu o Mszy świętej w Sumie teologicznej (« Thomas d’Aquin, mystagogue. L’Expositio Missae de la Somme de théologie (IIIa, q. 83, a. 4-5), [in:], Revue Thomiste 105 (2005), ss. 179-225 [część pierwsza], 435-472 [część druga]). Samemu promotorowi pracy doktorskiej księdza Quoëxa zawdzięczamy pewność tego, że autorem oficjum na uroczystość Bożego Ciała jest Doctor Angelicus (cf. Pierre-Marie Gy, « L’Office du Corpus Christi, oeuvre de S. Thomas d’Aquin », [in:] idem, La liturgie dans l’histoire, Paryż, 1990, ss. 223-245; artykuł pierwotnie opublikowany w: Revue des Sciences philosophiques et théologiques, 69 (1985), ss. 314-347. Nie bez pożytku mogłaby okazać się lektura tekstu La relaltion au Christ dans l’Eucharistie selon S. Bonaventure et S. Thomas d’Aquin, [in:] idem, La liturgie dans l’histoire, ss. 247-283 [zwłaszcza od s. 263]). Koncepcję liturgii Doktora Anielskiego omówił m. in. Cipriano Vagaggini, O. S. B. w swym sztandarowym Il senso teologico della Liturgia. Saggio di liturgia teologica generale, Roma, 1957, ss. 451-465 [= Capitolo XVIII: « Teologia e liturgia in s. Tommaso »], gdzie też należy szukać dalszej bibliografii.





[1] „Cóż bardziej wspaniałego nad to, czym jest ten Sakrament” – tytuł dziełka nr 57 z edycji rzymskiej opera omnia Akwinaty.
[2] Najlepsze współczesne traktaty to m. in.: R. Garrigou-Lagrange, De Eucharistia. Commentarius in Summam theologicam S. Thomae, Turyn – Rzym, 1946, ss. 86-128; A. Piolanti, Misterio Eucaristico, ss. 241-250.
[3] Należy odnieść się do: R. Garrigou-Lagrange, De Eucharistia, ss. 116-120; idem, Le sens commun, Paryż, 19223, ss. 91-98. Warto w tym miejscu przytoczyć stwierdzenie H. Meyera: „Filozofia świętego Tomasza jest filozofią rozumu naturalnego wyrażoną w pojęciach filozoficznych” (Thomas von Aquin, Padeborn, 19612, s. 689).
[4] La métaphysique de saint Thomas d’Aquin, Paryż, 1994, s. 199.
[5] « Zum Substanzbegriff der katholischen Transsubstantiationslehre », [in:] FKTh 11 (1995), s. 5.
[6] Ibid.
[7] Pouczający może się okazać również przykład Innocentego VI, którzy już w XIV wieku pisał: „Bardziej niż wszystko inne, poza Pismami kanonicznymi [kanon ksiąg Pisma Świętego został ustalony ostatecznie na Soborze Trydenckim – przyp. B. K.], doktryna Doktora anielskiego posiada taką precyzję, wyraz i – co się nierozdzielnie łączy – zupełną prawdę w swych konkluzjach, że ci, którzy za nią szli nigdy nie oddalili się od drogi prawdy. W przeciwieństwe, ci zaś, którzy ją atakowali zawsze byli podejrzewani o błądzenie [w sprawach wiary]”, Sermo de S. Thoma cytowane przez Laurencjusza z Pontu w swej homilii do dziewiątego rozdziału Księgi Mądrości (n. 13).

Artykuł ukazał się w Nova et Vetera nr 14.

niedziela, 30 marca 2014

Introit z IV niedzieli Wielkiego Postu

Prezentujemy nagranie introitu z IV niedzieli Wielkiego Postu, którego słowa zaczerpnięte są z Iz 66, 10. 11 i Ps 121, 1.


Laetare, Ierusalem : et conventum facite, omnes qui diligitis eam : gaudete cum laetitia, qui in tristitia fuistis : ut exsultetis, et satiemini ab uberibus consolationis vestrae (Iz 66, 10. 11). Laetatus sum in his, quae dicta sunt mihi : in domum Domini ibimus (Ps 121, 1).

"Wesel się, Jeruzalem! A wszyscy, którzy je miłujecie, śpieszcie tu gromad-nie. Cieszcie się i weselcie, którzyście się smucili, radujcie się i nasyćcie się z piersi pociechy waszej. Uradowałem się, gdy mi powiedziano : Pójdziemy do domu Pańskiego".

Od pierwszego słowa tego introitu pochodzi nazwa "Laetare", którą określa się czwartą niedzielę Wielkiego Postu. Ta niedziela jest jednym z dwóch dni w całym roku liturgicznym, kiedy używa się szat w kolorze różowym, symbolizującym w IV niedzieli Wielkiego Postu radość wśród smutku.

Introit ten funkcjonuje jako dowolna antyfona na wejście w zwyczajnej formie rytu rzymskiego, której tekst nawiązuje do Iz 66, 10-11.

Tekst introitu wraz z zapisem neumatycznym

Tekst opublikowany pierwotnie 22.03.2009

niedziela, 23 marca 2014

Introit z III niedzieli Wielkiego Postu

Prezentujemy nagranie introitu z trzeciej niedzieli Wielkiego Postu, którego słowa zaczerpnięte są z Ps 24, 15-16 i Ps 24, 1-2:



Oculi mei semper ad Dominum, quia ipse evellet de laqueo pedes meos : respice in me, et miserere mei, quoniam unicus et pauper sum ego (Ps 24, 15-16). Ad te, Domine, levavi animam meam : Deus meus, in te confido, non erubescam (Ps 24, 1-2).

"Oczy moje zawsze ku Panu, gdyż On sam oswobodzi z sideł moje nogi. Wejrzyj na mnie i zmiłuj się nade mną, bo samotny jestem i biedny. Ku Tobie wznoszę duszę moją, Panie, Boże mój, Tobie ufam, niech nie doznam wstydu".

Introit ten stosowany jest w zwyczajnej formie rytu rzymskiego jako dowolna antyfona na wejście. Wówczas składa się na nią fragment Ps 25(24), 15-16 (zamiast tej antyfony można użyć innej, która jest umieszczona w obecnie obowiązującym w Polsce Mszale Rzymskim wydanym po II Soborze Watykańskim, a której tekst opiera się na Ez 36, 23-26).

Tekst introitu wraz z zapisem neumatycznym

Pierwotnie opublikowano na NRL 15.03.2009